Jeremiah CurtinMarya Morevna

BokRobot læseudgave

Bøger

Gratis

Marya Morevna

Jeremiah Curtin

2 631 ord
Vælg version
Uruchomiono: 2026-08-10 05:18BokRobot · Side 1 / 9

W pewnym królestwie, w pewnej krainie, żył Iwan Carewicz. Miał trzy siostry: najstarszą Marię Carewnę, drugą Olgę Carewnę, a najmłodszą Annę Carewnę. Ojciec i matka umarli, a gdy leżeli na łożu śmierci, rzekli do syna: "Kto pierwszy przyjdzie starać się o którąś z twoich sióstr, temu ją daj za mąż. Nie trzymaj sióstr przy sobie długo."

Gdy Carewicz pochował rodziców, poszedł z siostrami do zielonego ogrodu na przechadzkę, smutny i pełen żalu. Nagle na niebie podniosła się czarna chmura i zbierała się straszna burza. "Chodźmy do domu, siostry" — rzekł Iwan Carewicz. Ledwie weszli do zamku, gdy zagrzmiało, sufit się rozstąpił i do komnaty wleciał jasny sokół. Sokół uderzył o podłogę, przemienił się w przystojnego młodzieńca i rzekł: "Witaj, Iwanie Carewiczu! Wcześniej przychodziłem jako gość, a teraz jestem zalotnikiem. Chcę pojąć za żonę twoją siostrę, Marię Carewnę."

"Jeśli jesteś miły mojej siostrze, nie będę jej bronić. Niech idzie z Bogiem." Maria Carewna zgodziła się, Sokół się z nią ożenił i zabrał ją do swego królestwa.

Dni następowały po dniach, godziny goniły godziny, a cały rok minął jakby nic. Iwan Carewicz poszedł z dwiema siostrami do zielonego ogrodu na przechadzkę. Znowu podniosła się chmura z wichrem i błyskawicami. "Chodźmy do domu, moje siostry" — rzekł Carewicz. Ledwie weszli do zamku, gdy rozległ się grzmot, dach się rozpadł, sufit się otworzył i wleciał orzeł. Orzeł uderzył o podłogę i stał się dzielnym młodzieńcem. "Witaj, Iwanie Carewiczu! Wcześniej przychodziłem jako gość, a teraz jestem zalotnikiem." I prosił o rękę Olgi Carewny.

Illustration til Marya Morevna

Iwan Carewicz odpowiedział: "Jeśli jesteś miły Oldze Carewnie, to niech wyjdzie za ciebie; nie odbieram jej jej woli." Olga Carewna wyraziła zgodę i przyjęła Orła za męża. Orzeł porwał ją i uniósł do swego królestwa.

BokRobot · Side 2 / 9

Minął kolejny rok. Iwan Carewicz rzekł do najmłodszej siostry: "Chodźmy na przechadzkę do zielonego ogrodu." Przeszli się trochę i znowu podniosła się chmura z wichrem i błyskawicami. "Wracaj do domu, siostro, wracaj!" Wrócili do zamku, ale nie zdążyli usiąść, gdy rozległ się grzmot, sufit się otworzył i wleciał kruk. Kruk uderzył o podłogę i stał się dzielnym młodzieńcem. Tamci byli przystojni, ale on był jeszcze piękniejszy. "Cóż, Iwanie Carewiczu! Wcześniej przychodziłem jako gość, a teraz jestem zalotnikiem. Daj mi Annę Carewnę."

"Nie odbieram mojej siostrze jej woli. Jeśli ją sobie zjednałeś, weź ją za żonę." Anna Carewna wyszła za Kruka, a on zabrał ją do swego królestwa.

Iwan Carewicz pozostał sam. Żył cały rok bez sióstr i znudziło mu się. "Pójdę" — rzekł — "poszukać moich sióstr."

Przygotował się do drogi, jechał i jechał, i ujrzał wojsko, wielką armię leżącą pobitą na polu. Rzekł Iwan Carewicz: "Jeśli jest tu żywy człowiek, niech przemówi. Kto zabił tę wielką armię?" Odpowiedział żywy człowiek: "Maria Morewna, piękna Królewna, zabiła całą tę wielką armię."

Iwan Carewicz pojechał dalej i dotarł do białych namiotów. Maria Morewna, piękna Królewna, wyszła mu naprzeciw. "Witaj, Carewiczu! Dokąd cię Bóg niesie? Z własnej woli czy wbrew woli?"

Iwan Carewicz odpowiedział: "Dobrzy bohaterowie nie podróżują wbrew woli."

"Cóż, jeśli ci się nie spieszy, bądź gościem w moich namiotach." Iwan Carewicz uradował się; spędził dwie noce w namiotach, spodobał się Marii Morewnie i ożenił się z nią. Maria Morewna, piękna Królewna, zabrała go ze sobą do swego królestwa. Żyli razem przez jakiś czas, a potem Królewna postanowiła wyprawić wojnę; zostawiła męża pod opieką domostwa i rzekła: "Chodź wszędzie, doglądaj wszystkich rzeczy, ale nie zaglądaj do tej komórki."

Iwan Carewicz nie mógł się powstrzymać, ale gdy Maria Morewna odjechała, pobiegł do komórki, otworzył drzwi i zajrzał. Tam wisiał Kościej Nieśmiertelny, przykuty dwunastoma łańcuchami. Kościej błagał Carewicza: "Zmiłuj się nade mną, daj mi wody do picia. Dwanaście lat siedzę tu w mękach; nie jadłem ani nie piłem; gardło mi wyschło."

BokRobot · Side 3 / 9

Carewicz dał mu całe trzynasto-garncowe wiadro wody. Wypił je i błagał: "Jednym wiadrem nie ugaszę pragnienia." Carewicz dał mu drugie wiadro. Kościej wypił i prosił o trzecie; a gdy wypił trzecie wiadro, odzyskał dawną siłę, wstrząsnął łańcuchami i w jednej chwili zerwał wszystkie dwanaście.

Illustration til Marya Morevna

"Niech cię Bóg błogosławi, Iwanie Carewiczu!" — rzekł Kościej Nieśmiertelny. "Teraz już nigdy nie zobaczysz Marii Morewny, tak jak nie zobaczysz własnych uszu." I wyszedł jako przerażający wicher, wyleciał przez okno, dogonił Marię Morewnę na drodze, porwał ją i uniósł.

A Iwan Carewicz płakał gorzko, gorzko, przygotował się i ruszył w swoją drogę, w swoją podróż. "Cokolwiek się stanie, znajdę Marię Morewnę." Podróżował dzień, podróżował drugi; o świcie trzeciego dnia ujrzał cudowny pałac. Obok pałacu stał dąb, a na dębie siedział jasny sokół. Sokół sfrunął z drzewa, uderzył o ziemię, przemienił się w dzielnego młodzieńca i zawołał: "Ach! Mój drogi szwagrze, jak cię Bóg darzy?"

Maria Carewna wybiegła, przywitała Iwana Carewicza radośnie, pytała o zdrowie i życie, i opowiadała o swoim życiu i gospodarstwie.

Carewicz został u nich trzy dni i rzekł: "Nie mogę dłużej zostać; szukam mojej żony, Marii Morewny, pięknej Królewny."

"Trudno ją znaleźć" — rzekł Sokół. "W każdym razie zostaw tu swoją srebrną łyżeczkę; będziemy na nią patrzeć i myśleć o tobie." Iwan Carewicz zostawił srebrną łyżeczkę i poszedł w swoją drogę.

Podróżował dzień, podróżował drugi; o świcie trzeciego dnia ujrzał zamek piękniejszy niż pierwszy, a obok zamku stał dąb, a na dębie siedział orzeł. Orzeł sfrunął z drzewa, uderzył o ziemię, przemienił się w dzielnego młodzieńca i zawołał: "Wstań, Olgo Carewno; nasz drogi brat przybywa." Olga Carewna wybiegła w tej chwili mu naprzeciw; zaczęła całować i obejmować brata, pytać o zdrowie i opowiadać o swoim życiu i gospodarstwie.

Iwan Carewicz został u nich trzy dni, a potem rzekł: "Nie mam czasu na dłuższe wizyty; wyruszam szukać mojej żony, Marii Morewny, pięknej Królewny." Rzekł Orzeł: "Trudno ci ją znaleźć. Zostaw nam swój srebrny widelec; będziemy na niego patrzeć i pamiętać o tobie." Zostawił widelec i poszedł w swoją drogę.

BokRobot · Side 4 / 9

Podróżował dzień, podróżował drugi; a o świcie trzego dnia ujrzał zamek piękniejszy niż tamte dwa. Obok zamku stał dąb, a na dębie siedział kruk. Kruk sfrunął, uderzył o ziemię, przemienił się w dzielnego młodzieńca i zawołał: "Anno Carewno, pospiesz się; nasz brat przybywa." Anna Carewna wybiegła, przywitała go radośnie, zaczęła całować i obejmować brata, pytać o zdrowie i opowiadać o swoim życiu i gospodarstwie.

Iwan Carewicz został u nich trzy krótkie dni i rzekł: "Żegnajcie, wyruszam szukać mojej żony, Marii Morewny, pięknej Królewny." Rzekł Kruk: "Trudno ci ją znaleźć; ale zostaw u nas swój złoty pierścień, będziemy na niego patrzeć i pamiętać o tobie. Jeśli pierścień będzie jasny, znaczy, że żyjesz i masz się dobrze; jeśli przyćmiony, to będziemy wiedzieć, że spadło na ciebie nieszczęście."

Iwan Carewicz zostawił złoty pierścień i poszedł w swoją drogę. Podróżował dzień, podróżował drugi; a trzeciego dnia dotarł do Marii Morewny. Ona ujrzała swego drogiego, rzuciła mu się na szyję, zalała się łzami i rzekła: "Iwanie Carewiczu, dlaczego mnie nie posłuchałeś? Dlaczego zajrzałeś do komórki i wypuściłeś Kościeja Nieśmiertelnego?"

"Wybacz mi, Mario Morewno; nie pamiętaj o przeszłości. Lepiej chodź ze mną, póki Kościeja nie ma; może nas nie dogoni." Przygotowali się i poszli. Kościej był na polowaniu; pod wieczór wracał do domu i pod nim potknął się jego dobry koń. "Czemu się potykasz, głodny padliny, czy czujesz jakieś nieszczęście?" Koń odpowiedział: "Iwan Carewicz przybył i zabrał Marię Morewnę." "Czy możemy ich dogonić?" "Można by zasiać pszenicę, poczekać aż dojrzeje, zżąć ją, wymłócić, zmielić na mąkę, wypiec pięć pieców chleba, zjeść ten chleb, puścić się w pogoń i ich dogonić."

Illustration til Marya Morevna

Kościej pogalopował, dogonił Iwana Carewicza. "Cóż" — rzekł — "wybaczam ci pierwszym razem za twoją dobroć, bo podałeś mi wody do picia; a drugim razem też ci wybaczę: ale za trzecim uważaj; posiekam cię na kawałki." Zabrał Marię Morewnę i odprowadził ją.

BokRobot · Side 5 / 9

Iwan Carewicz usiadł na kamieniu i zapłakał; płakał i płakał, potem wrócił po Marię Morewnę. Kościeja Nieśmiertelnego nie było w domu. "Chodźmy, Mario Morewno." "Ach, Iwanie Carewiczu, on nas dogoni!" "Niech dogoni; tak czy owak, spędzimy razem parę godzin." Przygotowali się i wyruszyli. Kościej Nieśmiertelny wracał do domu; pod nim potknął się jego dobry koń. "Czemu się potykasz, głodny padliny, czy czujesz zło?" "Iwan Carewicz przybył i zabrał Marię Morewnę." "Czy można ich dogonić?" "Można by posiać jęczmień, poczekać aż dojrzeje, zebrać, wymłócić i uwarzyć z niego piwo; wypić to piwo, przespać się po piciu, potem gonić i ich złapać." Kościej pogalopował, podjechał i dogonił Iwana Carewicza. "Ależ mówiłem ci, że nie możesz zobaczyć Marii Morewny, tak jak nie możesz zobaczyć własnych uszu." Zabrał ją i odprowadził do domu.

Iwan Carewicz został sam; płakał i płakał, i wrócił po Marię Morewnę. Tym razem Kościeja nie było w domu. "Chodźmy, Mario Morewno." "Ach! Iwanie Carewiczu, on nas dopadnie i posieka cię na kawałki." "Niech posieka; nie mogę żyć bez ciebie." Przygotowali się i wyruszyli. Kościej Nieśmiertelny wracał do domu; pod nim potknął się jego dobry koń. "Czemu się potykasz, głodny padliny, czy czujesz zło?" "Iwan Carewicz przybył i zabrał Marię Morewnę." Kościej pogalopował, dogonił Iwana Carewicza, posiekał go na drobne kawałki, włożył do smołowanej beczki, wzmocnił ją żelaznymi obręczami i wrzucił do błękitnego morza. Marię Morewnę zabrał do domu.

BokRobot · Side 6 / 9

Tymczasem srebro poczerniało w domach szwagrów Iwana Carewicza. "Oj" — rzekli — "to jasne, że stało się jakieś nieszczęście!" Orzeł popędził nad błękitne morze, złapał beczkę i wyciągnął ją na brzeg; Sokół poleciał po żywą wodę, a Kruk po martwą wodę. Wszyscy zlecieli się w to samo miejsce, rozbili beczkę, wyjęli kawałki Iwana Carewicza, obmyli je i złożyli we właściwym porządku. Kruk pokropił je martwą wodą, ciało zrosło się i zjednoczyło; Sokół pokropił ciało żywą wodą. Iwan Carewicz zadrżał, wstał i rzekł: "Och, jak długo spałem!" "Spałbyś jeszcze dłużej bez nas" — odpowiedzieli szwagrowie. "Chodź teraz do naszych domów." "Nie, bracia, pójdę szukać Marii Morewny." Przyszedł do niej i rzekł: "Dowiedz się od Kościeja Nieśmiertelnego, skąd wziął takiego konia."

Illustration til Marya Morevna

Oto Maria Morewna wykorzystała sprzyjający moment i zapytała Kościeja. Kościej rzekł: "Za dziewiątą krainą, w trzydziestym królestwie, za ognistą rzeką, mieszka Baba-Jaga; ma ona klacz, na której każdego dnia oblatuje świat; ma wiele innych wspaniałych klaczy. Byłem u niej trzy dni pasterzem. Nie pozwoliłem żadnej klaczy zbłądzić, a za tę służbę Baba-Jaga dała mi źrebaka." "A jak przeprawiłeś się przez ognistą rzekę?" "Mam taką chustę, że gdy machnę nią w prawo trzy razy, powstaje most, wysoki i wyniosły; ogień go nie dosięgnie." Maria Morewna wysłuchała, opowiedziała wszystko Iwanowi Carewiczowi, zabrała chustę i dała mu ją.

BokRobot · Side 7 / 9

Iwan Carewicz przeprawił się przez ognistą rzekę i poszedł do Baby-Jagi. Długo szedł bez jedzenia i picia; ptak zza morza z małymi pisklętami trafił mu się po drodze. "Zjem jednego pisklątka" — rzekł Iwan Carewicz. "Nie jedz go, Iwanie Carewiczu" — prosił ptak zza morza; "w odpowiednim czasie ci się przydam." Poszedł dalej i zobaczył w lesie rój pszczół. "Wezmę trochę miodu" — rzekł. Królowa pszczół zawołała: "Nie dotykaj mojego miodu, Iwanie Carewiczu; w odpowiednim czasie ci się przydam." Zostawił miód i poszedł dalej. Potem spotkała go lwica z lwiątkiem. "Przynajmniej zjem to małe lwiątko; czuję taki głód, że aż mnie mdli." "Nie dotykaj go, Iwanie Carewiczu; w odpowiednim czasie ci się przydam." "No, niech będzie, jak mówisz." Poszedł dalej głodny; szedł i szedł, i oto stoi dom Baby-Jagi. Wokół domu stoi dwanaście pali; na jedenastu głowy ludzkie, a tylko jeden pal jest pusty.

"Witajcie, babciu!" "Witaj, Iwanie Carewiczu! Przyszedłeś z własnej dobrej woli czy z potrzeby?" "Przyszedłem zapracować u ciebie na bohaterskiego konia." "Bardzo dobrze, Carewiczu; nie trzeba służyć u mnie roku, a tylko trzy dni. Jeśli wypasiesz moje klacze, dam ci bohaterskiego konia; a jeśli nie, nie gniewaj się, twoja głowa będzie na ostatnim palu." Iwan Carewicz zgodził się. Baba-Jaga dała mu jeść i pić i kazała rozpocząć pracę. Gdy tylko wygnał klacze w pole, podniosły ogony i rozbiegły się wszystkie po łąkach. Carewicz nie zdążył oczami mrugnąć, a one już zniknęły. Wtedy zaczął płakać i smucić się; usiadł na kamieniu i zasnął. Słońce zachodziło, gdy ptak zza morza podleciał i obudził go. "Wstań, Iwanie Carewiczu; klacze są już w domu." Carewicz wstał i wrócił do domu, ale Baba-Jaga krzyczała i płakała na swoje klacze. "Czemu wróciłyście do domu?"

BokRobot · Side 8 / 9

"Jak mogłyśmy nie wrócić, skoro ptaki z całego świata zleciały się i omal nie wydziobały nam oczu?" "No, jutro nie biegajcie po łąkach, tylko rozproszcie się po śpiącym lesie." Iwan Carewicz przespali noc; rano Baba-Jaga rzekła: "Uważaj, Carewiczu. Jeśli nie wypasiesz klaczy, jeśli choć jedną zgubisz, twoja bujna głowa będzie na palu." Wygnał klacze w pole. W tej chwili podniosły ogony i pobiegły przez śpiący las. Znowu Carewicz usiadł na kamieniu, płakał i płakał, potem zasnął. Słońce zaszło za lasem, gdy lwica przybiegła. "Wstań, Iwanie Carewiczu; klacze są spędzone." Iwan Carewicz wstał i poszedł do domu. Baba-Jaga krzyczała i płakała na swoje klacze bardziej niż przedtem. "Czemu wróciłyście do domu?" "Jak mogłyśmy nie wrócić? Dzikie zwierzęta z całego świata biegły na nas i omal nie rozszarpały nas na kawałki." "No, jutro biegnijcie do błękitnego morza." Iwan Carewicz przespali noc; następnego ranka Baba-Jaga posłała go paść klacze.

"Jeśli ich nie upilnujesz, twoja bujna głowa będzie na palu."

Illustration til Marya Morevna

Wygnał klacze w pole; w tej chwili podniosły ogony i zniknęły z oczu, pobiegły do błękitnego morza i stanęły po szyję w wodzie. Iwan Carewicz usiadł na kamieniu, zapłakał i zasnął. Słońce zaszło za lasem, gdy podleciała pszczoła i rzekła: "Iwanie Carewiczu, klacze są spędzone. Ale gdy będziesz w domu, nie pokazuj się przed oczami Baby-Jagi; idź do stajni i ukryj się za żłobem. Na gnoju leży parszywe źrebiątko; ukradnij je, a o ciemnej północy opuść to miejsce." Iwan Carewicz wstał, przedostał się do stajni i położył za żłobem. Baba-Jaga krzyczała i płakała na swoje klacze: "Czemu wróciłyście do domu?" "Jak mogłyśmy nie wrócić do domu, skoro pszczoły, widziane i niewidziane, zleciały się z całego świata i zaczęły nas kąsać ze wszystkich stron, aż krew się polała!"

Baba-Jaga poszła spać, a tuż o północy Iwan Carewicz ukradł jej parszywe źrebiątko, osiodłał je, siadł na jego grzbiet i pogalopował do ognistej rzeki; gdy dotarł do rzeki, machnął chustą trzy razy w prawo, i nagle, skąd się wzięła, nad rzeką zawisł wysoki, wspaniały most. Carewicz przeprawił się po moście i machnął chustą w lewo tylko dwa razy, i nad rzeką został most bardzo, bardzo wąski.

BokRobot · Side 9 / 9

Rano Baba-Jaga się obudziła; parszywego źrebięcia nie było. Baba-Jaga, na żelaznym moździerzu, popędziła w pościg z całym rozmachem, popychając się tłuczkiem i zacierając ślady miotłą. Pogalopowała do ognistej rzeki, spojrzała i pomyślała: "Most jest dobry." Wjechała na niego, a gdy dotarła do środka, most się załamał. Baba-Jaga runęła głową w dół do rzeki; tam spotkała ją dzika śmierć.

Iwan Carewicz karmił swoje źrebię na zielonych łąkach, a ono stało się cudownym koniem. Carewicz przybył do Marii Morewny; wybiegła mu naprzeciw i rzuciła mu się na szyję. "Jak cię Bóg przywrócił do życia?" "Tak i tak" — rzekł; "chodź ze mną." "Boję się, Iwanie Carewiczu. Jeśli Kościej znowu nas dogoni, będziesz posiekany na kawałki." "Nie, nie dogoni nas. Mam teraz chwalebnego bohaterskiego konia; leci jak ptak." Usiedli na konia i odjechali. Kościej Nieśmiertelny wracał do domu; pod nim potknął się jego koń. "Czemu się potykasz, głodny padliny, czy czujesz zło?" "Iwan Carewicz przybył i zabrał Marię Morewnę." "Czy możemy go dogonić?" "Bóg to wie! Teraz Iwan Carewicz ma bohaterskiego konia lepszego niż ja." "Nie mogę tego znieść" — rzekł Kościej Nieśmiertelny, "puszczę się w pogoń." Czy długo, czy krótko, dogonił Iwana Carewicza, skoczył na ziemię i chciał go ciąć ostrą szablą.

W tej chwili koń Iwana uderzył z całym rozmachem kopyta, roztrzaskał czaszkę Kościejowi. Carewicz dobił go maczugą. Potem ułożył stos drewna, rozpalił ogień, spalił Kościeja Nieśmiertelnego na ogniu i rozrzucił prochy na wiatr.

Maria Morewna wsiadła na konia Kościeja, a Iwan Carewicz na swojego.

Illustration til Marya Morevna

Pojechali w odwiedziny do Kruka, potem do Orła, a na koniec do Sokoła; gdziekolwiek przybyli, witano ich radośnie. "Och, Iwanie Carewiczu, nie myśleliśmy, że cię zobaczymy! Nie na darmo się trudziłeś; drugiej takiej piękności jak Maria Morewna nie można by znaleźć, choćby się jej szukało po całym świecie." Pobawili się, ucztowali i wyruszyli do swojego królestwa; przybyli tam, zdobyli bogactwo i pili miód.

BokRobot

BokRobot

BokRobot samler bøger og eventyr, du kan læse og udforske. Her finder du et stadigt voksende udvalg, og du kan også skabe dine egne bøger og eventyr.