Pétrus BorelDon Andréa Vésalius

Wydanie do czytania BokRobot

Książki

Za darmo

Don Andréa Vésalius

Pétrus Borel

3 605 słów
Don Andréa Vésalius, anatomistaUruchomiono: 2026-09-11 02:10BokRobot · Strona 1 / 13

Don Andréa Vésalius, anatomista

Don Andréa Vésalius, anatomista

Madryt

Ta nowela Andréi Vésaliusa, po ukończeniu, została przesłana do paryskiego czasopisma i zaoferowana panu Amédée Pichotowi jako tłumaczenie z duńskiego rzekomego Isaïe Wagnera. Jej forma nie odpowiadała jednak temu czasopismu literackiemu, a pan Amédée Pichot nie mógł jej opublikować; jednakże, zapłaciwszy za rzekome tłumaczenie, wykorzystał tego samego bohatera, by opracować urocze opowiadanie anatomiczne, które z pewnością przeczytaliście w tym zbiorze. Ponadto, jako że opowiadanie to nie ma żadnego szczegółowego związku z tym opowiadaniem, domagamy się dla Champaverta jedynie pierwszeństwa i zasługi za jego stworzenie.

I. Chalybarium

O tej porze nocy i ciszy, gdy miasta wydają się nekropoliami, jedna jedyna kręta uliczka w Madrycie, mroczna arteria, biła jeszcze życiem z gwałtownym i gorączkowym pulsem. Ta uliczka, jakby śpiąca w pośrodku śpiącego miasta, była Callejuela Casa del Campo. Na jednym z jej końców wznosiła się bogata rezydencja, zamieszkana przez cudzoziemca, Flamanda. Witraże okienne lśniły światłem dochodzącym z wnętrza, które padało na nie ukośnie i wycinało ich wzory na czarnej fasadzie naprzeciwko stojącego domu, ukazując je w cieniu usianym ognistymi ustami pieców, płonącymi kratami i złotymi filigranami.

Brama tego domu była szeroko otwarta, odsłaniając rozległy, sklepiony portal z wiszącym kluczem, u stóp szerokich kamiennych schodów, których balustrady były rzeźbione jak kość słoniowa wachlarza i całe porośnięte pachnącymi kwiatami.

Było to, mówiąc obrazowo, karnawał murów: wszystkie ich ściany były przebrane i zakryte gobelinami, aksamitami i lśniącymi lampami.

Kilku halabardników przechadzało się wzdłuż i wszerz przy wejściu.

Kiedy krzyki rozgniewanego tłumu na zewnątrz cichły na przemian, słychać było łagodną, taneczną symfonię, która schodziła wzdłuż schodów i sprawiała, że dźwięczała sklepiona suweria.

Cały pałac był w święcie, lecz tłum ludzi niskiego stanu krzyczał i rzucał się ku bramie; byli to organy świątyni, a na samym dole, na bruku przedproża, bandyci.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 2 / 13

Tu i ówdzie przeraźliwe okrzyki, tam i z powrotem chichot i dźwięki miedzi, które rozbrzmiewały z grupy na grupę w ciemności i słabły jak szatański śmiech roznoszony przez chmury.

—Doktor dobrze wybrał dzień swoich ślubów: sobotę, dzień szabatu; czarownik nie mógłby zrobić nic lepszego — powiedziała stara kobieta bez zębów, przytulona do ościeżnicy okna.

—To prawda, moja droga; i na Boga, którego uwielbiam! Gdyby wszyscy jego zmarli psy tam przybyły, parada okrążyłaby Madryt.

—Ale co by to było? — odezwała się pierwsza stara kobieta — gdyby wszyscy ci biedni Kastylijczycy, których ten rzeźnik zabił — niech Bóg im za to wynagrodzi! — przyszli domagać się swoich skór?

—Zapewniono mnie — powiedział mały, brodaty mężczyzna, schowany w tłumie i stając na palcach — że często jada na obiad kotlety z mięsa, które nie pochodzi z rzeźni.

—To prawda! To prawda!

—Nie, nie, to fałsz! — krzyknął wysoki młody mężczyzna, przytulony do kratownicy okna — To fałsz! Zapytajcie Rivadeneyrę, rzeźnika.

—Cisza! Zamkniecie się? — krzyknął jeszcze głośniej mężczyzna zawinięty w brązowy płaszcz, z sombrero zakrywającym oczy; — Nie poznajecie go? To Henrique Zapata, uczeń garbarza! To prawda, Verdugo i Ahorcador się wspierają. Obstawiam, że gdyby przeszukano jego surdut, znaleziono by jakąś rękę albo nogę.

—Co za pomysł! Żeby ten stary kanibal poślubił młodą kobietę! — odparła stara kobieta; — Gdybym była królem Filipem, na pewno bym temu ogrowi przeszkodziła...

—Och! Owszem — powiedział nieznajomy w brązowym płaszczu — Filip II go chroni, ten flandryjski pies; jeszcze wczoraj zniknął Torrijo, piekarz z Cebady, z pewnością na weselny pasztet; to horror! Trzeba z tym skończyć!

—Niech żyje król! — krzyczał tłum, odpychany przez halabardników, którzy wyzywali go na głos.

—Śmierć! — powtarzał zakapturzony jeździec.

—Na śmierć! — krzyczeli mnisi, trzymając w rękach krzyże i podżegając tłum. Na śmierć! Podpalmy to!

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 3 / 13

Nagle wybuchła burza. Padały krzyki złości i śmierci; tłum rzucił się do portyku, a mnich trzymał pochodnię nad jego głową. Ale halabardnicy, wsparci przez Henrique Zapatę i kilku innych uczniów, stawili silny opór i zmusili tę szalejącą bandę do odwrotu, co ta też uczyniła, warcząc. Tymczasem wrzawa jeszcze bardziej się wzmogła: tłum uderzał w dzwony, noże i kotły; był to ostry, ogłuszający huk, niemalże mordercza symfonia.

II. Saltatio, turba, mors

W salach panowała serdeczna lub szalona radość: nikt nie zwracał najmniejszej uwagi na hałas dobiegający z zewnątrz, gdyż taki obrzęd był zwyczajowy, gdy starszy mężczyzna poślubiał młodą dziewczynę.

Brązowa peleryna wisiała przy wejściu do galerii, która służyła za garderobę. Panna młoda tańczyła z pięknym kawalerem, którego widziano jedynie przelotnie tego wieczoru; wydawało się, że bardziej skupieni są na swoich szeptach niż na tańcu. Pan młody, w drugim kącie sali, zalecał się dziewczynce ze swojej rodziny.

Duża sala kończyła się lożą otwartą na dziedziniec; była wypełniona gośćmi — damami, kawalerami, starcami, dworzanami — którzy, pod pretekstem oddychania świeżym nocnym powietrzem, przychodzili, by dać upust swojej satyrze i złośliwości. Był to konflikt uwag i replik; orkiestra przeraźliwych, głuchych, zgrzytliwych, skrzeczących głosów; zbiór twarzy i min pomarszczonych od głośnego śmiechu lub ożywionych złośliwym uśmiechem, zdradzającym klawisze z kości słoniowej lub usta krenelowane jak donżon, albo ząbkowane jak sklepienie.

—Który to ten przystojny kawaler, z którym flirtuje panna młoda?

—Senorica, jesteś zła!

—Ha! ha! ha!

Spójrz tam, don Vésalius, oszołomiony w swoich bermejskich spodniach i czarnym surducie; na Mahometa! czy jego nogi w butach nie wydają ci się jak pióra w atramentowniku? Spójrz, jak skacze z Amalią de Cardenas, pulchną, świeżą i różową; czy nie wydaje ci się, że jest to monsignor Saturnus?

—Albo śmierć, która sprawia, że życie tańczy.

—Taniec Holbeina.

—Powiedz więc, Olivares, co on zrobi z tą Machachą?

—Lekcję anatomii.

—Rozmowa.

—Dzięki za Novię!

—Oto sarabanda dobiegła końca; widzicie, jak całuje rękę naszej kuzynki Amalii.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 4 / 13

—To nie jest żadne burżujskie wesele, żadna biesiada, lecz prawdziwie wspaniały bal.

—Gdzie więc jest panna młoda?

—Gdzie jest ten przystojny kawaler?

—Don Vésalius szuka jej, zupełnie przerażony; szukaj, szukaj, stary psie!

—Idź więc i zapytaj go, Olivarés, tego, który uchodzi za czarownika, co Maria robi w tej chwili.

—Przyjacielu! nie wkładajmy palca między młot a kowadło.

Taniec się wznowił; Vésalius ponownie zaprosił Amalię de Cardenas, która zrobiła złośliwą minę i śmiała mu się za plecami.

Panny młodej już nie było w salonie, ani też brązowego płaszcza w garderobie, a w ciemnym korytarzu słychać było kroki i te słowa:

—Przykryj się tym płaszczem, Mario, szybko, idziemy stąd!

—Alderan, nie mogę.

—Ja mam cię zostawić na pastwę tego Vésaliusa? Nie ma mowy, ty należysz do mnie! W mojej nieobecności zdradziłaś mnie, dowiedziałem się o tym, przybyłem w pośpiechu jeszcze dziś rano, wmieszałem się w tę imprezę, trzymam cię samą, z dala od innych, i mówię ci: idziemy, a ty miałabyś odmówić? Och! nie, Mario, mylisz się! Chodź; jeszcze jest czas, zerwij tę haniebną więź, będziemy szczęśliwi: będę cały twój, tylko twój i na zawsze! Chodź, Mario!…

—Alderan, moja rodzina narzuciła mi to jarzmo, zniosę je. Ale ty zawsze będziesz moim kochankiem! Ja zawsze będę twoją kochanką! Co znaczy ten mężczyzna? Co to? Jeszcze jeden służący, zasłona, która zakryje naszą tajemniczą miłość. Zostaw mnie, zostaw mnie, na pożegnanie!

—Tak więc nie chcesz, Mario, dobrze! Idź, splami się tym mężczyzną! Spełniaj swoją wolę, ja spełnię swoją; idź!… I, odtrącając ją od siebie, nagle zniknął w głębi galerii.

Alderan stał jak oszołomiony przez kilka chwil; bluźnił, kopiąc nogą w podłogę, a potem nagle zniknął w głębi.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 5 / 13

Tymczasem tłum powiększał się jak staw po burzy. Tumult stawał się coraz intensywniejszy, a orgia przerażająca. Ludność odzyskała dawną śmiałość i, zbliżając się stopniowo, śmiała się na oczach hallebardzistów. Znowu rozległy się przekleństwa i krzyki o śmierć; rzucano kamieniami w szyby, ściany malowano krwią wołową i odchodami; gdy nagle grupy się rozwarły, by ustąpić miejsca rozwianej kobiecie, która wyła jak pies na księżyc; była to Torrija, piekarz, która przybyła, by domagać się męża i zemsty.

—To Torrija, piekarz — mówiono ze wszystkich stron; potem wzruszony tłum ogarnęła długa cisza, a Torrija szlochała i wydawała ryki.

Wtedy mężczyzna w brązowym płaszczu, wspinając się po stopniach, krzyknął donośnym głosem: —Przyjaciele! Sprawujmy sprawiedliwość! Kto nie pójdzie za mną, niech się cofnąć!

Zemsta! Śmierć dla Vésaliusa! Śmierć dla nekromanty!

Odpowiedzią był grad kamieni w okna i w hallebardzistów, którzy cofnęli się aż do schodów.

Ilustracja do Don Andréa Vésalius, anatomista

Tłum wdarł się do portyku, rzucając się na piki pozostawione w miejscu; wyrywał je i łamał; wspinał się po schodach i uderzał w drzwi salonu, gdy z daleka dobiegł galop. —Ratujcie się, to alguazilowie! — Ogarnięta paniką, zbiegła ze schodów, pędząc korytarzami lub przez okna; tylko kilku dzielnych stało twardo na miejscu.

—W imię króla, cofnijcie się!

—Król karze śmiercią morderców, heretyków i czarowników! Śmierć dla Flamanda!

—W imię króla, cofnijcie się!

Wtedy alguazilowie wjechali na koniach do portyku; powitał ich deszcz mebli; odpowiedzieli salwą muszkietową, która powaliła najodważniejszych. Mężczyzna w brązowym płaszczu, krzycząc, przytrzymał rękę na boku. Całymi garściami ginęli zdrowi i ranni; na placu pozostało jedynie pięć ciał.

Nagle pałac i ulica stały się ponure. Strażnicy zabierali ciała pokonanych; zaproszeni goście, drżąc, uciekali tylnym wyjściem. Bramy zamknięto, lampy zgasły; po scenie życia — scena śmierci. Tylko w skrzydle, w mieszkaniu Vésaliusa, dwie okna płonęły w ciemności.

III. Quod legi non potest

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 6 / 13

Przez zawalone panele drzwi salonu Maria dostrzegła mężczyznę w brązowym płaszczu, postrzelonego; na jego przeraźliwym krzyku zemdlała; przewieziono ją do jej pokoju, gdzie położyła się na kanapie i przez długi czas leżała tam bezwładnie; Vésalius, klęcząc przy niej, płacząc i drżąc, całował jej dłonie i czoło.

—Jak się czujesz, Maria, moja ukochana?

—Lepiej; ale czy wszystko już się uspokoiło?

—Tak! Ta wstrętna hołota została poskromiona. Czy można sobie wyobrazić, co ci dobrzy ludzie mają przeciwko mnie? Mnie, spokojnemu i wycofanemu, spędzającemu moje dni w cieniu w mrocznej pracowni anatomii, dla dobra ludzkości, dla postępu nauki, dla chluby Boga! Ci dobrzy ludzie domagają się mojej głowy; uważają mnie za czarownika; wszyscy, którzy znikają z miasta, to ja, Vésalius, który każę ich uprowadzić na potrzeby moich eksperymentów. Tłum więc zawsze będzie brzydki i głupi! Głupi i niewdzięczny! Oto los, który będzie czekał na wszystkich, którzy poświęcą się dla niego! Na wszystkich, którzy przyjdą, by ogłosić mu nową drogę, nowe słowo. Ukrzyżowała Jezusa z Nazaretu i wyśmiała Christophusa Columbusa. Tłum więc zawsze będzie brzydki i głupi! Głupi i niewdzięczny!

—Odrzuć te czarne myśli, Vésalius; ale szczerze mówiąc, ta awantura nie ma na celu zdobycia jej miłości.

—Ach! Co mi w końcu zależy na miłości tej hołoty, byle tylko mieć twoją, Mario! Ach! Kochasz mnie, prawda? Kochasz mnie choć trochę?

—Czy naprawdę możesz jeszcze zadawać mi takie pytania?

—Wiem, Mario, że jestem stary, a kiedy się jest starym, wątpi się; wiem, że jestem pozbawiony galanterii, zniszczony przez lata, wychudzony i niemal podobny do szkieletów z mojej pracowni; lecz moje serce jest młode i pełne ciepła! Widzisz, namiętność, którą do ciebie czuję, nie jest namiętnością zestarzałą; pod starą skorupą kryje się nowa dusza, którą ci przynoszę; spotkałem wprawdzie wiele kobiet w moim życiu, lecz żadna, przysięgam ci, nie rozpaliła we mnie takiego ognia. Fatalność! Czyż trzeba było dojść do starości, by poznać miłość i jej gwałtowność? Mario, przyzwyczaj swoje spojrzenie do tej grubej obudowy, która więzi moją młodą duszę; sok wrze pod korą stuletniego dębu.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 7 / 13

Maria objęła go ramieniem wokół szyi, przesuwając usta po jego łysym czerepie i siwej brodzie; Vésalius płakał z radości.

Godzina snu! Godzina tak oszałamiająca, tak pulsująca od skromności i zmysłowości! Godzina, która łączy istoty, rozbudza i topi pożądanie! Godzina snu, zdradzająca kłamstwa lub piękno! Godzina, zbyt często, bolesnych kontrastów! Godzina czasem wręcz fatalna!…

Młoda żona grzecznie zrzucała ze siebie ślubną suknię i klejnoty; róża zdawała się zrzucać swoje więdnące płatki; była to kastylijska piękność, jak te, które widuje się w snach!…

Vésalius niezdarnie zdejmował swoje świąteczne ubranie i odsłaniał swoją brzydką sylwetkę; była to mumia, która rozwijała swoje bandaże!

Lampa nagle zgasła, pierścienie kurtyn krzyczały na swoich drążkach; zapadła głęboka cisza, tu i ówdzie burzliwie przerywana; jednak nie słychać było, by Maria krzyknęła…

Ale już daleko w noc, pieszczoty i pocałunki bez odpowiedzi, potem szepty i przekleństwa, a uczony profesor anatomii powtarzał drżącym głosem:

—Oh! nie myśl, że to słabość, Mario! To przemoc mojej miłości, która mnie niszczy; twoje piękno sprawia, że czuję się całkowicie zawstydzony; wydaje mi się, że dotykam czegoś świętego; kocham cię tak bardzo, Mario, kocham cię tak bardzo! Ale nie myśl, że to słabość! Jutro, w świetle dnia, pokażę ci to w dziełach dwudziestu autorów; zobaczysz to w Mundinusie, w Galianusie, w Gonthierusie Andernaci, moim mistrzu i pierwszym lekarzu Franciszka I Francuskiego; zobaczysz, że wręcz przeciwnie, to potęga, nadmiar miłości; kocham cię tak bardzo, Mario!

Trzeba wierzyć, że ten nadmiar miłości nie uległ uspokojeniu, bo zaledwie minęło kilka dni, a Maria zajmowała w innym skrzydle odosobniony apartament, razem z dawną guwernantką profesora, która była jej całkowicie oddana i którą on przemienił w guwernantkę swojej żony. Sowa widywała swoją gołąbkę jedynie podczas posiłków; traktowali się nawzajem z całą chłodnością i uprzejmością, jak obcy wobec obcych.

Vésalius ponownie oddał się studiom; pogrążony w swoich badaniach, przemieszczał się z laboratorium do amfiteatru, a stamtąd z powrotem do laboratorium.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 8 / 13

Młode dziewczęta i panny młode, oto nauka, jaką można wyciągnąć z tego wszystkiego: jeśli macie namiętności żarliwą, nie wolno wam, o ile to możliwe, poślubiać doktora nauk, członka Akademii Inskrypcji i Pięknej Literatury, a przede wszystkim nieśmiertelnego członka Akademii Czterdziestu Foteli i niegasnącego słownika.

IV. Nidus adulteratus

Około jednej olimpiady po tych wszystkich wydarzeniach doña Maria, która wbrew zwyczajowi od kilku dni nie pojawiała się przy stole, wezwała Vésaliusa, swojego męża. Natychmiast udał się do niej; blada, wyczerpana, z opuchniętymi oczami i wyciszonym głosem, leżała na łóżku. Vésalius, podchodząc do fotela, usiadł i pochylił się, by słuchać. Maria, czując ciepły powiew na czole, podniosła spuszczoną powiekę, rozpoznała Andréę Vésaliusa i, westchnąwszy, zaczęła mówić tonem agonizującego człowieka:

—Jesteś panem i mistrzem Andreą! Czuję, jak słabnę z każdą chwilą; wkrótce znajdę się u stóp Boga, srogiego sędziego; a jestem nieczysta! Tak bardzo zgrzeszyłam przeciwko tobie! Ale grzeszniczka błaga o twoje przebaczenie. Nie wściekaj się; jesteś mądrym człowiekiem, jesteś moim dobrym mężem i mistrzem! Pozwól mi wyznać ci całą prawdę o swojej duszy.

—Signora, nie jesteś tak upadła, jak ci się wydaje; twój umysł się zepsuł.

—Nikt nie zna swojego zła lepiej niż sam pacjent. Coś we mnie krzyczy, że mój koniec jest bliski. Jesteś moim mężem i dobrym panem: posłuchaj i przebacz; być może nawet w niektórych sprawach zasługuję na wybaczenie.

Obaj złożyliśmy przysięgę przy ołtarzu; obaj ją złamaliśmy: ja, bo byłam młoda i przepełniona życiem, a ty, bo twoje włosy posiwiały od nauki, a ciało zniszczyło się od pracy. Nieszczęście! Nieszczęście! Jakże można przeklinać swoją młodość! O Vésaliusie, gdybyś wiedział, co to znaczy być młodą kobietą, gdybyś wiedział, co się w niej dzieje, o Vésaliusie, przebaczyłbyś mi!

Posłuchaj chłodno:

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 9 / 13

Mówię więc, że jestem cudzołożnicą, że zdradziłam cię tchórzliwie. Jestem prawdziwą zbrodniarką, Andreo! Wprowadzałam do twojego domu swoich kochanków, upijałam ich twoim winem, karmiłam ich przy twoim stole; a kiedy pogrążony byłeś w nauce lub śnie, śmiałam się z ciebie razem z nimi; nasza podła niegodziwość bawiła się twoją dobrocią; byłeś pożywieniem dla naszych śmiechów, czyż nie? To jest rzeczywiście haniebne!… Nawet to łóżko, na którym teraz umieram, wciąż drży od naszych rozpustnych czynów; a Bóg wzywa mnie do siebie! I umieram… Och! Gdybyś mnie odrzucił…

Jej głos wtedy stłumił się w łkaniu; po chwili ciszy odezwała się znowu wyraźnie:

—Już zostałam surowo ukarana, strasznie! Kobieta cudzołożna musi być naprawdę odrażająca! Musi budzić w ludziach wstręt! Od czasu naszego ślubu miałam trzech kochanków; ale, prawdę mówiąc, żadnego z nich nie posiadałam dłużej niż jeden raz. Kiedy po długich namowach ulegałam ich obsesji; kiedy oddawałam im swoje ciało, część tego łoża… Tak, kobieta winna musi być naprawdę odrażająca!… Gdy rano się budziłam, byłam sama! I nigdy więcej ich nie zobaczyłam, nigdy! Czy można być surowiej ukarzanym? Zbrodnia wiąże się z karą: zbrodnia rodzi mękę; a jeśli trzeba powiedzieć wszystko, by otrzymać przebaczenie, jesteś miłosierny, Andréo! Ostatniego kochałam szaleńczo, bezgranicznie, widzisz! Jego strata zabiła mnie; porzucona przez niego, umieram!… Teraz wszystko powiedziałam: w imię Nuestra Señory de Atocha, w imię św. Isidra Labradora, w imię św.

Andrzeja, twojego patrona, w imię mojego ojca, twojego Tocayo, twojego Colombroño, przebacz słabej kobiecie, która cię tak bardzo obraziła; niech twoje błogosławieństwo ją oczyści; och! przebacz jej, ona umiera…

I, biorąc ją za rękę, pokryła ją łzami i pocałunkami; Vésalius odsunął ją gwałtownie, odepchnął krzesło i powiedział jej skoncentrowanym głosem:

—Wstań, Mario; chodź za mną.

—Jestem zbyt słaba i nie mogę.

—Powiedziałem ci, żebyś poszła za mną.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 10 / 13

Maria, z trudem wstawając, owinęła się szlafrokiem i, chwiejąc się, poszła za Vésalius, który zszedł po wielkich schodach, przeszedł przez dziedziniec i otworzył niskie, obronne drzwi, które prowadziły do małego budynku oświetlonego przez duże, kamienne, krzyżowo podzielone okna. Ten rodzaj bramy zamknął się za nimi, a zamki wewnątrz skrzypiały w swoich zawiasach.

Oto znajdujemy się w pracowni, czyli laboratorium, Vésaliusa: duża, kwadratowa sala, sklepiona w kształcie krużganka, z murami i posadzką z kamienia. Kilka brudnych i tłustych stołów drewnianych, kilka stołków, dwa lub trzy kadzie, skrzynia i szafy stanowiły całe umeblowanie. Kilka kotłów było porozrzucanych wokół kominka, którego rozszerzający się ku górze wieniec schodził z łuku sklepienia; na jego ramieniu wisiała kotłownica, która kipiała nad płomieniem ognia. Stołki były załadowane rozkładającymi się zwłokami; deptano po skrawkach mięsa, po amputowanych członkach, a pod podeszwami sandałów profesora miażdżyły się mięśnie i chrząstki.

Na drzwiach wisiał szkielet, który, gdy drgały, brzęczał jak te drewniane świece, które wieszają na świecznikach jako ozdobę, gdy porusza je wiatr. Łuk i ściany były pokryte kośćmi, szczątkami, szkieletami, tuszami – niektóre ludzkie, lecz większość małp i świń, zwierząt najbardziej zbliżonych budową kostną do osteologii ludzkiej – służących do badań Andréi Vésaliusa, pierwszego, by tak rzec, który uczynił z anatomii prawdziwą naukę, który odważył się przeprowadzać sekcje zwłok, nawet chrześcijan ortodoksyjnych, i pracować nad nimi publicznie. Nie znaczy to, że już wcześniej, około 1315 roku, Mundinus, profesor w Bolonii, nie zaserwował nowego widowiska trzech rozciętych ludzkich szkieletów. Ten śmiały skandal nie został powtórzony; Kościół stanowczo zakazywał go jako świętokradztwo. Sam przerażony jeszcze gorącym edyktem Bonifacego VIII, Mundinus nie odniósł wielkiej korzyści ze swoich badań.

Dotyk lub sam widok zwłok, według starożytnych, pozostawiał po sobie skażenie, które jedynie z trudem można było zmyć licznymi obrzędami oczyszczającymi i innymi formami pokuty. W średniowieczu rozcinanie stworzenia stworzonego na obraz Boga uważano za bezbożność godną szubienicy.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 11 / 13

VI. Enodatio

—Teraz, tutaj, w tym laboratorium, czego ode mnie chcecie, Vésaliusie? —powtarzała Maria, płacząc: czego ode mnie chcecie? Nie mogę tu zostać, odór tych trupów mnie dusi, otwórzcie, żebym mogła wyjść, strasznie cierpię!

—Nie, co mi to szkodzi! Posłuchajcie z kolei wy: Miałyście trzech kochanków, prawda?

—Tak! Monseigneur.

—Poiliście ich moim winem, prawda?

—Tak! Monseigneur.

—No cóż, to wino nie było czyste; wasz duègne dodawał do niego narkotyk, opium, i wy śpiłyście długo i głęboko, prawdaż?

—Tak! Monseigneur, a po przebudzeniu byłam sama.

—Sama, prawdaż?

—Tak! Monseigneur, i nigdy więcej ich nie zobaczyłam.

—Nigdy! To dobrze! Ale chodźcie więc!…

I obejmując ją jedną ręką, poprowadził ją w głąb sali; tam otworzył szafę, w której wisiał kompletny szkielet z naturalnymi stawami, o bieli słoniowej.

—Poznajesz tego mężczyznę?

—Co? Te kości?…

—Poznajesz ten surdut, tę brązową pelerynę?

—Tak! Monseigneur, to peleryna rycerza Alderana!

—Spójrzcie więc dobrze, señora; a rozpoznajcie też tego pięknego rycerza, który nosił tę pelerynę, z którym tańczyłyście tak wspaniale na naszych weselach?

—Alderan!… —Maria wydała z siebie krzyk, który mógłby obudzić zmarłych.

—Przynajmniej, Doño, widzicie, że wszystko to służy nauce — powiedział do niej, odwracając się z zimnym wyrazem twarzy. — Widzicie, nauka ma wobec was wielkie zobowiązania.

Następnie, chichocząc, zaprowadził ją do swego rodzaju skrzyni lub klatki, wyłożonej szklanymi szybami, przez które było widać cudownie zakonserwowany ludzki szkielet; tętnice były wypełnione czerwoną cieczą, a żyły niebieską; ta szkieletowa konstrukcja wydawała się otulona sieciami jedwabnymi; badanie jej było łatwe; przyczepiało się jeszcze kilka kosmyków brody i włosów.

Ilustracja do Don Andréa Vésalius, anatomista

—Ten oto, Doña, czy pamiętacie go? Zobaczcie jego piękną brodę i blond włosy.

—Fernando!!! Zabiłeś go?…

—Do tej pory, nie dokonawszy jeszcze sekcji żadnego żywego ciała, mieliśmy jedynie mgliste i niedoskonałe pojęcia o krążeniu krwi, o ruchu mięśni; lecz dzięki tobie, señora! Wessalius odsłonił wiele tajemnic i zdobył sobie wieczną sławę.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 12 / 13

Następnie, chwytając ją za włosy, zaciągnął Marię do ogromnej skrzyni, której pokrywę z trudem podniósł; trzymając ją za włosy, przechylił ją nad otworem.

—W końcu, spójrz jeszcze na to! To twój ostatni, prawda?

Skrzynia zawierała słoiki wypełnione esencjami, w których moczyły się fragmenty mięsa i zwłok.

—Pedro! Pedro!… Ty też go zabiłeś?…

—Tak! Też!…

Wówczas, z przeraźliwym krzykiem, Maria runęła ciężko na płytę.

Następnego dnia z hotelu wyruszył konwój.

Grobarze, którzy znosili piwo do krypty Santa Maria la Mayor, zauważyli między sobą, że było ono ciężkie i wydawało dźwięk, a przy jego upadku rozległ się hałas, który nie był hałasem ciała.

A następnej nocy, przez bramy fortecy, można było zobaczyć Andréę Vésaliusa w jego laboratorium, jak na stole sekcyjnym rozcinał piękne ciało kobiety, której blond włosy opadały aż do ziemi.

VII. Affabulatio

W tej bogatej dworskiej Madrycie, przesyconej wszystkimi skarbami świata Krzysztofa Kolumba i dominującej potężnie nad całą Europą, Andréa Vésalius spoczywał w chwale, bogaty i wysoko ceniony. Między Inkwizycją a Filipem II popierał, na ile to było możliwe, badania nad anatomią, kiedy oskarżenie pogrążyło go w strasznych nieszczęściach.

Publicznie sekcjonując ciało szlachcica, serce zdawało się bić pod ostrzem skalpela. Złośliwa Inkwizycja, oskarżając go o morderstwo, domagała się śmierci uczonego, a Filip II z wielkim trudem doprowadził do tego, by kara została zamieniona na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Vésalius wyruszył do Palestyny wraz z Malatestą, dowódcą wojsk weneckich.

Po pokonaniu wielu niebezpieczeństw podczas tej trudnej podróży, po powrocie został wyrzucony przez burzę na wybrzeża Zante, gdzie zmarł z głodu 15 października 1564 roku.

Republika Wenecji powołała go wówczas na uniwersytet w Padwie, który w tym samym roku osierocił przedwcześnie śmiercią Gabriela Falloppe, swojego ucznia.

Jeśli wierzyć Boerhaave’owi i Albinusowi, Andréa Vésalius zginął jako ofiara swoich wiecznych żartów na temat ignorancji, ubioru i obyczajów hiszpańskich mnichów oraz Inkwizycji, która chętnie skorzystała z okazji, by pozbyć się tego bardzo niewygodnego uczonego.

Don Andréa Vésalius, anatomistaBokRobot · Strona 13 / 13

Wielka praca Andréi Vésaliusa, „De Corporis humani Fabrica”, ukazała się w Bazylei w 1562 roku, ozdobiona rycinami autorstwa jego przyjaciela Tiziana.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.