BokRobot læseudgave
Bøger
GratisJorinda i Joringel
Jorinda and Joringel
Jacob Grimm and Wilhelm Grimm
Vælg version
Dawno, dawno temu, w samym środku wielkiego, gęstego lasu stał stary zamek. Mieszkała w nim sama stara kobieta, która była czarownicą. Za dnia zamieniała się w kota lub sowę, ale wieczorami znów przybierała swoją zwykłą postać.
Mogła wabić do siebie dzikie zwierzęta i ptaki, a potem je zabijać, gotować i smażyć.
Jeśli ktoś znalazł się w odległości stu kroków od zamku, musiał stać nieruchomo i nie mógł się ruszyć, dopóki mu nie powiedziała, że jest wolny.
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 1-strona-1
# chapter_title: Strona 1
# book_page: 1 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Dawno, dawno temu, w samym środku wielkiego, gęstego lasu stał stary zamek. Mieszkała w nim sama stara kobieta, która była czarownicą. Za dnia zamieniała się w kota lub sowę, ale wieczorami znów przybierała swoją zwykłą postać.
Mogła wabić do siebie dzikie zwierzęta i ptaki, a potem je zabijać, gotować i smażyć.
Jeśli ktoś znalazł się w odległości stu kroków od zamku, musiał stać nieruchomo i nie mógł się ruszyć, dopóki mu nie powiedziała, że jest wolny.Lecz jeśli niewinna dziewica weszła w krąg, zamieniała ją w ptaka i zamykała w klatce z wikliny, a klatkę wnosiła do jednej z komnat zamku. Miała w zamku około siedmiu tysięcy klatek z rzadkimi ptakami.
Dawno, dawno temu żyła sobie dziewica imieniem Jorinda, która była piękniejsza od wszystkich innych dziewcząt. Ona i przystojny młodzieniec imieniem Joringel przyrzekli sobie, że się pobiorą. Byli jeszcze w okresie narzeczeństwa, a ich największym szczęściem było być razem. Pewnego dnia, aby móc spokojnie porozmawiać, poszli na spacer do lasu. „Uważaj”, powiedział Joringel, „żebyś nie podeszła zbyt blisko zamku.”
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 2-strona-2
# chapter_title: Strona 2
# book_page: 2 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Lecz jeśli niewinna dziewica weszła w krąg, zamieniała ją w ptaka i zamykała w klatce z wikliny, a klatkę wnosiła do jednej z komnat zamku. Miała w zamku około siedmiu tysięcy klatek z rzadkimi ptakami.
Dawno, dawno temu żyła sobie dziewica imieniem Jorinda, która była piękniejsza od wszystkich innych dziewcząt. Ona i przystojny młodzieniec imieniem Joringel przyrzekli sobie, że się pobiorą. Byli jeszcze w okresie narzeczeństwa, a ich największym szczęściem było być razem. Pewnego dnia, aby móc spokojnie porozmawiać, poszli na spacer do lasu. „Uważaj”, powiedział Joringel, „żebyś nie podeszła zbyt blisko zamku.”
Był piękny wieczór; słońce świeciło jasno między pniami drzew w mroczną zieleń lasu, a synogarlice śpiewały smutno na młodych gałęziach brzóz.
Jorinda płakała od czasu do czasu; usiadła w słońcu i była smutna. Joringel również był smutny; byli tak smutni, jakby mieli umrzeć. Rozejrzeli się i byli całkiem bezradni, bo nie wiedzieli, którą drogą wrócić do domu. Słońce wciąż było wpół za górą, a wpół nad nią.
Joringel spojrzał przez krzaki i zobaczył w pobliżu stare mury zamku. Ogarnął go strach i śmiertelna trwoga. Jorinda zaśpiewała:
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 3-strona-3
# chapter_title: Strona 3
# book_page: 3 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Był piękny wieczór; słońce świeciło jasno między pniami drzew w mroczną zieleń lasu, a synogarlice śpiewały smutno na młodych gałęziach brzóz.
Jorinda płakała od czasu do czasu; usiadła w słońcu i była smutna. Joringel również był smutny; byli tak smutni, jakby mieli umrzeć. Rozejrzeli się i byli całkiem bezradni, bo nie wiedzieli, którą drogą wrócić do domu. Słońce wciąż było wpół za górą, a wpół nad nią.
Joringel spojrzał przez krzaki i zobaczył w pobliżu stare mury zamku. Ogarnął go strach i śmiertelna trwoga. Jorinda zaśpiewała:„Mój mały ptaszku z czerwoną wstążką, śpiewasz żal, żal, żal, Śpiewa, że gołąb wkrótce umrze, śpiewa żal, ża—ćwir, ćwir, ćwir.”
Joringel szukał Jorindy. Została zamieniona w słowika i śpiewała „tiu, tiu, tiu”. Sowa o lśniących oczach okrążyła ją trzy razy i trzy razy zawołała: „hu-hu-hu!”
Joringel nie mógł się poruszyć; stał jak kamień i nie mógł ani płakać, ani mówić, ani ruszyć ręką ani nogą.
Słońce już zaszło. Sowa wleciała w krzaki, a zaraz potem wyszła z nich stara, zgarbiona kobieta, żółta i chuda, z dużymi czerwonymi oczami i zakrzywionym nosem sięgającym aż do brody. Mamrotała coś do siebie, złapała słowika i poniosła go w dłoni.
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 4-strona-4
# chapter_title: Strona 4
# book_page: 4 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
„Mój mały ptaszku z czerwoną wstążką, śpiewasz żal, żal, żal, Śpiewa, że gołąb wkrótce umrze, śpiewa żal, ża—ćwir, ćwir, ćwir.”
Joringel szukał Jorindy. Została zamieniona w słowika i śpiewała „tiu, tiu, tiu”. Sowa o lśniących oczach okrążyła ją trzy razy i trzy razy zawołała: „hu-hu-hu!”
Joringel nie mógł się poruszyć; stał jak kamień i nie mógł ani płakać, ani mówić, ani ruszyć ręką ani nogą.
Słońce już zaszło. Sowa wleciała w krzaki, a zaraz potem wyszła z nich stara, zgarbiona kobieta, żółta i chuda, z dużymi czerwonymi oczami i zakrzywionym nosem sięgającym aż do brody. Mamrotała coś do siebie, złapała słowika i poniosła go w dłoni.
Joringel nie mógł ani mówić, ani ruszyć się z miejsca; słowik zniknął. W końcu kobieta wróciła i powiedziała ochrypłym głosem: „Witaj, Zachielu. Gdy księżyc zaświeci na klatkę, Zachielu, natychmiast go wypuść.” Wtedy Joringel został uwolniony. Padł na kolana przed kobietą i błagał ją, aby oddała mu Jorindę, ale ona powiedziała, że nigdy jej nie odzyska, i odeszła. Krzyczał, płakał, lamentował, ale wszystko na próżno. „Ach, co się ze mną stanie?”
Joringel poszedł dalej i w końcu dotarł do obcej wioski; tam przez długi czas pasł owce. Często chodził wokół zamku, ale nie za blisko. W końcu pewnej nocy śniło mu się, że znalazł krwistoczerwony kwiat, a pośrodku niego piękną, dużą perłę; że zerwał kwiat i poszedł z nim do zamku, a wszystko, czego dotknął kwiatem, zostało uwolnione od czaru; śniło mu się również, że odzyskał Jorindę za pomocą tego kwiatu.
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 5-strona-5
# chapter_title: Strona 5
# book_page: 5 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Joringel nie mógł ani mówić, ani ruszyć się z miejsca; słowik zniknął. W końcu kobieta wróciła i powiedziała ochrypłym głosem: „Witaj, Zachielu. Gdy księżyc zaświeci na klatkę, Zachielu, natychmiast go wypuść.” Wtedy Joringel został uwolniony. Padł na kolana przed kobietą i błagał ją, aby oddała mu Jorindę, ale ona powiedziała, że nigdy jej nie odzyska, i odeszła. Krzyczał, płakał, lamentował, ale wszystko na próżno. „Ach, co się ze mną stanie?”
Joringel poszedł dalej i w końcu dotarł do obcej wioski; tam przez długi czas pasł owce. Często chodził wokół zamku, ale nie za blisko. W końcu pewnej nocy śniło mu się, że znalazł krwistoczerwony kwiat, a pośrodku niego piękną, dużą perłę; że zerwał kwiat i poszedł z nim do zamku, a wszystko, czego dotknął kwiatem, zostało uwolnione od czaru; śniło mu się również, że odzyskał Jorindę za pomocą tego kwiatu.Gdy obudził się rano, zaczął szukać wszędzie, po wzgórzach i dolinach, czy znajdzie taki kwiat. Szukał aż do dziewiątego dnia, a wtedy, wczesnym rankiem, znalazł krwistoczerwony kwiat. W jego środku znajdowała się wielka kropla rosy, tak wielka jak najpiękniejsza perła.
Dzień i noc podróżował z tym kwiatem do zamku. Gdy był w odległości stu kroków, nie został schwytany, ale doszedł aż do drzwi. Joringel był pełen radości; dotknął kwiatem drzwi i otworzyły się. Wszedł przez dziedziniec zamkowy i nasłuchiwał śpiewu ptaków. W końcu go usłyszał. Poszedł dalej i znalazł pokój, z którego dochodził, a tam była wiedźma i karmiła ptaki w siedmiu tysiącach klatek.
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 6-strona-6
# chapter_title: Strona 6
# book_page: 6 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Gdy obudził się rano, zaczął szukać wszędzie, po wzgórzach i dolinach, czy znajdzie taki kwiat. Szukał aż do dziewiątego dnia, a wtedy, wczesnym rankiem, znalazł krwistoczerwony kwiat. W jego środku znajdowała się wielka kropla rosy, tak wielka jak najpiękniejsza perła.
Dzień i noc podróżował z tym kwiatem do zamku. Gdy był w odległości stu kroków, nie został schwytany, ale doszedł aż do drzwi. Joringel był pełen radości; dotknął kwiatem drzwi i otworzyły się. Wszedł przez dziedziniec zamkowy i nasłuchiwał śpiewu ptaków. W końcu go usłyszał. Poszedł dalej i znalazł pokój, z którego dochodził, a tam była wiedźma i karmiła ptaki w siedmiu tysiącach klatek.Kiedy zobaczyła Joringela, rozgniewała się, bardzo rozgniewała, i krzyczała, plując jadem i żółcią na niego, ale nie mogła zbliżyć się do niego na odległość mniejszą niż dwa kroki. Nie zwracał na nią uwagi, tylko chodził i oglądał klatki z ptakami; ale było tam wiele setek słowików, jak miał znaleźć Jorindę?
Właśnie wtedy zobaczył, jak stara kobieta cicho bierze klatkę z ptakiem i idzie w stronę drzwi.

Szybko podbiegł do niej, dotknął klatki kwiatem, a także starej kobiety. Teraz nie mogła już nikogo zaczarować; a Jorinda stała tam, obejmując go ramionami za szyję, i była piękna jak zawsze!
# book_id: global-age-version-30418e9eb93e4a8c8e183a95c02f2175
# book_title: Jorinda i Joringel
# chapter_id: 7-strona-7
# chapter_title: Strona 7
# book_page: 7 / 7
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Kiedy zobaczyła Joringela, rozgniewała się, bardzo rozgniewała, i krzyczała, plując jadem i żółcią na niego, ale nie mogła zbliżyć się do niego na odległość mniejszą niż dwa kroki. Nie zwracał na nią uwagi, tylko chodził i oglądał klatki z ptakami; ale było tam wiele setek słowików, jak miał znaleźć Jorindę?
Właśnie wtedy zobaczył, jak stara kobieta cicho bierze klatkę z ptakiem i idzie w stronę drzwi.
Szybko podbiegł do niej, dotknął klatki kwiatem, a także starej kobiety. Teraz nie mogła już nikogo zaczarować; a Jorinda stała tam, obejmując go ramionami za szyję, i była piękna jak zawsze!
BokRobot
BokRobot samler bøger og eventyr, du kan læse og udforske. Her finder du et stadigt voksende udvalg, og du kan også skabe dine egne bøger og eventyr.