Wyrzutki z Poker Flat

BokRobot reading edition

Libros

Free

Wyrzutki z Poker Flat

3,157 palabras
Uruchomiono: 2026-09-10 16:28BokRobot · Page 1 / 13
Illustration for Wyrzutki z Poker Flat

Gdy pan John Oakhurst, hazardzista, wkroczył główną ulicą Poker Flat rankiem dwudziestego trzeciego listopada 1850 roku, był świadom zmiany w moralnej atmosferze tego miejsca od poprzedniej nocy. Dwóch lub trzech mężczyzn, rozmawiających ze sobą z przejęciem, zamilkło, gdy się zbliżył, i wymienili znaczące spojrzenia. W powietrzu wisiał szabatowy zastój, który w osadzie nieprzywykłej do szabatowych wpływów wyglądał złowieszczo.

Spokojna, przystojna twarz pana Oakhursta zdradzała niewielkie zaniepokojenie tymi oznakami. Czy był świadom jakiejkolwiek predysponującej przyczyny, to inne pytanie. „Chyba kogoś szukają”, rozmyślał; „prawdopodobnie mnie”. Wsunął z powrotem do kieszeni chustkę, którą strzepywał czerwony pył Poker Flat z eleganckich butów, i spokojnie uwolnił umysł od dalszych domysłów.

W rzeczywistości Poker Flat „kogoś szukało”. Niedawno poniosło stratę kilku tysięcy dolarów, dwóch cennych koni i wybitnego obywatela. Przechodziło spazm cnotliwej reakcji, równie bezprawnej i nieokiełznanej jak wszelkie czyny, które ją wywołały. Tajny komitet postanowił oczyścić miasto ze wszystkich nieodpowiednich osób. Uczyniono to trwale w odniesieniu do dwóch mężczyzn, którzy wówczas wisieli na gałęziach sykomory w wąwozie, i tymczasowo poprzez wygnanie pewnych innych niepożądanych osobistości. Z żalem muszę stwierdzić, że niektóre z nich były damami. Należy jednak oddać sprawiedliwość płci, stwierdzając, że ich nieodpowiedniość była zawodowa, i tylko w takich łatwo ustalonych standardach zła Poker Flat odważyło się zasiadać w sądzie.

Pan Oakhurst miał rację, sądząc, że został zaliczony do tej kategorii. Kilku członków komitetu nalegało, aby go powiesić jako możliwy przykład i pewną metodę zwrotu sobie z jego kieszeni sum, które od nich wygrał. „To jest przeciw sprawiedliwości”, powiedział Jim Wheeler, „pozwolić temu oto młodemu człowiekowi z Roaring Camp—całkowitemu obcemu—wynieść nasze pieniądze”. Lecz prymitywne poczucie słuszności, tkwiące w piersiach tych, którzy mieli szczęście wygrać od pana Oakhursta, przezwyciężyło ten ciaśniejszy lokalny przesąd.

BokRobot · Page 2 / 13

Pan Oakhurst przyjął swój wyrok z filozoficznym spokojem, tym chłodniejszym, że był świadom wahania swoich sędziów. Był zbyt wielkim hazardzistą, by nie przyjąć Losu. Dla niego życie było w najlepszym razie niepewną grą, i rozpoznawał zwykły procent na korzyść rozdającego.

Oddział uzbrojonych mężczyzn towarzyszył deportowanej niegodziwości Poker Flat do obrzeży osady. Oprócz pana Oakhursta, znanego jako chłodno zdesperowany człowiek, w celu którego zastraszenia przeznaczona była uzbrojona eskorta, wygnana grupa składała się z młodej kobiety powszechnie znanej jako „Księżna”; innej, która zdobyła niefortunny tytuł „Matki Shipton”; oraz „Wuja Billy’ego”, podejrzanego o kradzież śluzy i zatwardziałego pijaka. Kawalkada nie wywołała żadnych komentarzy ze strony widzów, ani eskorta nie wypowiedziała żadnego słowa. Tylko gdy osiągnięto wąwóz wyznaczający najdalszą granicę Poker Flat, przywódca przemówił krótko i na temat. Wygnanym zabroniono powrotu pod groźbą utraty życia.

Gdy eskorta zniknęła, ich stłumione uczucia znalazły ujście w kilku histerycznych łzach „Księżnej”, kilku przekleństwach Matki Shipton i partyjskiej salwie złorzeczeń od Wuja Billy’ego. Jedynie filozoficzny Oakhurst pozostał milczący. Wysłuchał spokojnie pragnienia Matki Shipton, by komuś wyrwać serce, powtarzanych oświadczeń „Księżnej”, że umrze na drodze, i alarmujących przekleństw, które zdawały się być wytrząsane z Wuja Billy’ego, gdy jechał naprzód. Z łatwym dobrodusznym humorem charakterystycznym dla jego klasy, nalegał na wymianę własnego wierzchowca, „Five Spot”, na nędznego muła, którego dosiadała Księżna. Ale nawet ten czyn nie przyciągnął grupy do bliższej sympatii. Młoda kobieta poprawiła swoje nieco powłóczyste pióra z słabą, wyblakłą kokieteryjnością; Matka Shipton patrzyła na posiadacza „Five Spot” z wrogością, a Wuj Billy objął całą grupę jednym zamaszystym przekleństwem.

BokRobot · Page 3 / 13

Droga do Sandy Bar—obozu, który nie doświadczywszy jeszcze regenerujących wpływów Poker Flat, zdawał się oferować pewne zaproszenie emigrantom—wiła się przez strome pasmo górskie. Był to dzień ciężkiej podróży. W tym zaawansowanym sezonie grupa wkrótce opuściła wilgotne, umiarkowane regiony podnóża i wjechała w suche, zimne, orzeźwiające powietrze Sierra. Ścieżka była wąska i trudna. W południe Księżna, staczając się z siodła na ziemię, oświadczyła, że nie pójdzie dalej, i grupa zatrzymała się.

Miejsce było wyjątkowo dzikie i imponujące. Zalesiony amfiteatr, otoczony z trzech stron stromymi klifami nagiego granitu, opadał łagodnie ku szczytowi innego urwiska górującego nad doliną. Było to niewątpliwie najodpowiedniejsze miejsce na obóz, gdyby obozowanie było wskazane. Ale pan Oakhurst wiedział, że zaledwie połowa drogi do Sandy Bar została przebyta, a grupa nie była wyposażona ani zaopatrzona na opóźnienie. Wskazał ten fakt swoim towarzyszom szorstko, z filozoficznym komentarzem o głupocie „rzucania kart przed rozegraniem partii”. Ale byli zaopatrzeni w alkohol, który w tym nagłym wypadku zastąpił im jedzenie, paliwo, odpoczynek i przezorność. Mimo jego protestów, wkrótce znaleźli się mniej lub bardziej pod jego wpływem. Wuj Billy przeszedł szybko ze stanu wojowniczego w stupor, Księżna stała się rozrzewniona, a Matka Shipton chrapała. Jedynie pan Oakhurst pozostał wyprostowany, oparty o skałę, spokojnie ich obserwując.

BokRobot · Page 4 / 13

Pan Oakhurst nie pił. Kolidowało to z profesją wymagającą chłodu, niewzruszoności i przytomności umysłu, i, jak sam mówił, „nie mógł sobie na to pozwolić”. Gdy wpatrywał się w swoich leżących współwygnanych, samotność zrodzona z jego pariasowego fachu, jego nawyków życiowych, jego samych wad, po raz pierwszy poważnie go przygnębiła. Ruszył się, otrzepując swoje czarne ubranie, myjąc ręce i twarz, i inne czynności charakterystyczne dla jego starannie schludnych nawyków, i na chwilę zapomniał o swoim rozdrażnieniu. Myśl o opuszczeniu słabszych i bardziej żałosnych towarzyszy nigdy chyba nie przyszła mu do głowy. Jednak nie mógł powstrzymać uczucia braku tego podniecenia, które, co dziwne, najbardziej sprzyjało temu spokojnemu zrównoważeniu, z którego był znany. Spojrzał na ponure ściany wznoszące się tysiąc stóp pionowo nad otaczającymi go sosnami; na niebo, złowieszczo zachmurzone; na dolinę poniżej, już pogrążającą się w cieniu.

I czyniąc to, nagle usłyszał swoje imię.

Jeździec powoli wspinał się ścieżką. W świeżej, otwartej twarzy przybysza pan Oakhurst rozpoznał Toma Simsona, znanego inaczej jako „Niewinny” z Sandy Bar. Spotkał go kilka miesięcy wcześniej przy „małej grze” i z doskonałym spokojem wygrał cały majątek—wynoszący około czterdziestu dolarów—tego naiwnego młodzieńca. Po zakończeniu gry pan Oakhurst odciągnął młodego spekulanta za drzwi i tak się do niego zwrócił: „Tommy, jesteś dobrym małym człowiekiem, ale nie umiesz grać ani na centa. Nie próbuj tego ponownie”. Następnie wręczył mu jego pieniądze z powrotem, delikatnie wypchnął go z pokoju i tym samym uczynił z Toma Simsona oddanego niewolnika.

BokRobot · Page 5 / 13

Było w tym wspomnienie w jego chłopięcym i entuzjastycznym powitaniu pana Oakhursta. Wyruszył, jak powiedział, do Poker Flat, by szukać szczęścia. „Sam?” Nie, nie całkiem sam; w rzeczywistości—chichot—uciekł z Piney Woods. Czy pan Oakhurst pamięta Piney? Tę, która usługiwała przy stole w Temperance House? Byli zaręczeni od dawna, ale stary Jake Woods się sprzeciwiał, więc uciekli i jechali do Poker Flat, by się pobrać, i oto byli. I byli wyczerpani, i jakie to szczęście, że znaleźli miejsce na obóz i towarzystwo. Wszystko to Niewinny wygłosił szybko, podczas gdy Piney—przysadzista, urodziwa panienka piętnastoletnia—wynurzyła się zza sosny, gdzie rumieniła się niewidziana, i podjechała do boku swojego ukochanego.

Pan Oakhurst rzadko zadręczał się sentymentem, jeszcze mniej przyzwoitością; ale miał mgliste pojęcie, że sytuacja nie była fortunna. Zachował jednak dość przytomności umysłu, by kopnąć Wuja Billy’ego, który zamierzał coś powiedzieć, a Wuj Billy był dość trzeźwy, by rozpoznać w kopnięciu pana Oakhursta wyższą moc, która nie znosiła żartów. Następnie starał się odwieść Toma Simsona od dalszego opóźniania, ale na próżno. Wskazał nawet fakt, że nie ma zapasów ani środków na rozbicie obozu. Ale, nieszczęśliwie, „Niewinny” odparł ten zarzut, zapewniając grupę, że jest zaopatrzony w dodatkowego muła objuczonego prowiantem, i odkryciem prymitywnej próby chaty z bali w pobliżu ścieżki. „Piney może zostać z panią Oakhurst”, powiedział Niewinny, wskazując na Księżną, „a ja sobie poradzę”.

Tylko napominająca stopa pana Oakhursta uratowała Wuja Billy’ego od wybuchnięcia rykami śmiechu. Tak jak było, czuł się zmuszony wycofać się w górę kanionu, aż odzyskał powagę. Tam zwierzył żart wysokim sosnom, z wieloma klepnięciami po nodze, wykrzywieniami twarzy i zwykłym przeklinaniem.

BokRobot · Page 6 / 13
Illustration for Wyrzutki z Poker Flat

Ale gdy wrócił do grupy, zastał ich siedzących przy ognisku—bo powietrze stało się dziwnie chłodne, a niebo zachmurzone—w pozornie przyjaznej rozmowie. Piney faktycznie rozmawiała w impulsywny, dziewczęcy sposób z Księżną, która słuchała z zainteresowaniem i ożywieniem, jakiego nie okazywała od wielu dni. Niewinny perorował, najwyraźniej z równym skutkiem, do pana Oakhursta i Matki Shipton, która faktycznie rozluźniała się w uprzejmość. „Czy to jest jakiś przeklęty piknik?” powiedział Wuj Billy z wewnętrzną pogardą, obserwując tę leśną grupę, migoczące światło ognia i uwiązane zwierzęta na pierwszym planie. Nagle idea zmieszała się z alkoholowymi oparami zakłócającymi jego mózg. Była najwyraźniej żartobliwej natury, bo poczuł się zmuszony znów klepnąć się po nodze i wcisnąć pięść do ust.

Gdy cienie powoli wspinały się po górze, lekki wiatr kołysał wierzchołkami sosen i jęczał przez ich długie i ponure nawy. Zrujnowana chata, połatana i przykryta gałęziami sosen, została przeznaczona dla pań. Gdy kochankowie się rozstali, bez afektacji wymienili pocałunek, tak szczery i prawdziwy, że mógł być słyszalny ponad kołyszącymi się sosnami. Wątła Księżna i złośliwa Matka Shipton były prawdopodobnie zbyt oszołomione, by skomentować ten ostatni dowód prostoty, więc odwróciły się bez słowa do chaty. Ogień został podsycony, mężczyźni położyli się przed drzwiami i w kilka minut byli pogrążeni we śnie.

Pan Oakhurst spał lekko. Nad ranem obudził się zdrętwiały i zziębnięty. Gdy poruszył dogasający ogień, wiatr, który teraz wiał silnie, przyniósł mu na policzek to, co sprawiło, że krew z niej odpłynęła,—śnieg!

Zerwał się na nogi z zamiarem obudzenia śpiących, bo nie było czasu do stracenia. Ale zwracając się tam, gdzie leżał Wuj Billy, stwierdził, że zniknął. Podejrzenie przemknęło mu przez mózg, a przekleństwo na usta. Pobiegł do miejsca, gdzie były uwiązane muły; już ich nie było. Ślady już szybko znikały w śniegu.

BokRobot · Page 7 / 13

Chwilowe podniecenie przywróciło pana Oakhursta do ognia z jego zwykłym spokojem. Nie obudził śpiących. Niewinny spał spokojnie, z uśmiechem na swojej dobrodusznej, piegowatej twarzy; dziewicza Piney spała obok swoich wątlejszych sióstr tak słodko, jakby czuwali nad nią niebiańscy strażnicy, a pan Oakhurst, naciągając koc na ramiona, pogładził wąsy i czekał na świt. Nadszedł powoli w wirującej mgle płatków śniegu, które oślepiały i dezorientowały wzrok. To, co było widać z krajobrazu, wydawało się magicznie zmienione. Spojrzał na dolinę i podsumował teraźniejszość i przyszłość w dwóch słowach,—„Zasypani śniegiem!”

Staranny inwentarz zapasów, które, na szczęście dla grupy, zostały zmagazynowane wewnątrz chaty i tak uszły zbrodniczym palcom Wuja Billy’ego, ujawnił fakt, że przy ostrożności i przezorności mogły wystarczyć na dziesięć dni dłużej. „To znaczy”, powiedział pan Oakhurst, cicho do Niewinnego, „jeśli zgodzisz się nas żywić. Jeśli nie—a może lepiej byś nie—możesz poczekać, aż Wuj Billy wróci z prowiantem”. Z jakiegoś ukrytego powodu pan Oakhurst nie mógł się zmusić do ujawnienia łajdactwa Wuja Billy’ego, więc przedstawił hipotezę, że zabłądził z obozu i przypadkowo spłoszył zwierzęta. Rzucił ostrzeżenie Księżnej i Matce Shipton, które oczywiście znały fakty dotyczące dezerterstwa ich towarzysza. „Odkryją prawdę o nas wszystkich, gdy odkryją cokolwiek”, dodał, znacząco, „i nie ma sensu ich teraz straszyć”.

BokRobot · Page 8 / 13

Tom Simson nie tylko oddał cały swój doczesny majątek do dyspozycji pana Oakhursta, ale zdawał się cieszyć perspektywą ich wymuszonej izolacji. „Będziemy mieli dobry obóz na tydzień, a potem śnieg się roztopi i wszyscy wrócimy razem”. Radosna wesołość młodzieńca i spokój pana Oakhursta udzieliły się innym. Niewinny, z pomocą gałęzi sosen, zaimprowizował strzechę dla chaty bez dachu, a Księżna kierowała Piney w przearanżowaniu wnętrza z gustem i taktem, które otworzyły niebieskie oczy tej prowincjonalnej panienki do najszerszych rozmiarów. „Chyba jesteś przyzwyczajona do pięknych rzeczy w Poker Flat”, powiedziała Piney. Księżna odwróciła się gwałtownie, by ukryć coś, co zaczerwieniło jej policzek poprzez profesjonalny odcień, a Matka Shipton poprosiła Piney, by nie „trajkotała”. Ale gdy pan Oakhurst wrócił ze zmęczonych poszukiwań ścieżki, usłyszał dźwięk radosnego śmiechu odbijającego się od skał.

Zatrzymał się z pewnym niepokojem, a jego myśli najpierw naturalnie zwróciły się ku whiskey, którą roztropnie ukrył. „A jednak jakoś nie brzmi to jak whiskey”, powiedział hazardzista. Dopiero gdy dostrzegł przez wciąż oślepiającą burzę płonący ogień i grupę wokół niego, utwierdził się w przekonaniu, że to „uczciwa zabawa”.

Czy pan Oakhurst ukrył swoje karty razem z whiskey jako coś wyłączonego z wolnego dostępu społeczności, nie mogę powiedzieć. Pewne było, że, według słów Matki Shipton, „ani razu nie powiedział karty” podczas tego wieczoru. Być może czas umilał akordeon, wydobyty nieco ostentacyjnie przez Toma Simsona z jego pakunku. Mimo pewnych trudności z manipulowaniem tym instrumentem, Piney Woods zdołała wydobyć z jego klawiszy kilka niechętnych melodii, przy akompaniamencie Niewinnego na parze kościanych kastanietów. Ale szczytową uroczystość wieczoru osiągnięto w prymitywnym hymnie obozowego spotkania, który kochankowie, łącząc ręce, zaśpiewali z wielką powagą i wrzawą. Obawiam się, że pewien buntowniczy ton i konwenterski rytm refrenu, raczej niż jakikolwiek walor dewocyjny, sprawiły, że szybko zaraził innych, którzy w końcu przyłączyli się do refrenu:

„Jestem dumny, że żyję w służbie Pana, I jestem gotów umrzeć w Jego armii”.

BokRobot · Page 9 / 13

Sosny się kołysały, burza wirowała i kłębiła się nad nędzną grupą, a płomienie ich ołtarza strzelały ku niebu, jakby na znak ślubowania.

Illustration for Wyrzutki z Poker Flat

O północy burza ucichła, toczące się chmury rozstąpiły się, a gwiazdy błyszczały ostro nad śpiącym obozem. Pan Oakhurst, którego zawodowe nawyki pozwalały mu żyć przy najmniejszej możliwej ilości snu, dzieląc wartę z Tomem Simsonem, jakoś zdołał wziąć na siebie większą część tego obowiązku. Wytłumaczył się Niewinnemu, mówiąc, że „często był tydzień bez snu”. „Robiąc co?” zapytał Tom. „Pokera!” odparł Oakhurst sentencjonalnie; „kiedy człowiek ma passę szczęścia,—murzyńskie szczęście,—nie męczy się. Szczęście pierwsze się poddaje. Szczęście”, kontynuował hazardzista z zadumą, „to potężnie dziwna rzecz. Wszystko, co o nim wiesz na pewno, to że musi się zmienić. I odkrycie, kiedy się zmieni, to właśnie czyni cię człowiekiem. Mieliśmy passę pecha, odkąd opuściliśmy Poker Flat—ty się pojawiłeś i bum, też w to wpadłeś. Jeśli będziesz trzymał karty prosto, wszystko będzie dobrze. Bo”, dodał hazardzista z wesołą niestosownością,

„Jestem dumny, że żyję w służbie Pana, I jestem gotów umrzeć w Jego armii”.

Trzeci dzień nadszedł, a słońce, zaglądając przez biało zasłoniętą dolinę, ujrzało wyrzutków dzielących swoje powoli malejące zapasy prowiantu na poranny posiłek. Jedną z osobliwości tego górskiego klimatu było to, że jego promienie rozprzestrzeniały życzliwe ciepło nad zimowym krajobrazem, jakby w żałosnym współczuciu dla przeszłości. Ale ujawniło zaspy śnieżne nawarstwione wysoko wokół chaty; beznadziejne, niezbadane, bezdrożne morze bieli leżące poniżej skalistych brzegów, których rozbitkowie wciąż się trzymali. Przez cudownie przejrzyste powietrze dym pasterskiej wioski Poker Flat wznosił się mile stąd. Matka Shipton zobaczyła go i z odległego szczytu swojej skalistej twierdzy rzuciła w tym kierunku ostatnie przekleństwo. Była to jej ostatnia próba złorzeczenia i być może z tego powodu została obdarzona pewnym stopniem wzniosłości. Dobrze jej zrobiło, zwierzyła się prywatnie Księżnej. „Idź tam i przeklnij, a zobaczysz”.

BokRobot · Page 10 / 13

Następnie zabrała się do zadania zabawiania „dziecka”, jak ona i Księżna raczyły nazywać Piney. Piney nie była kurczakiem, ale była to kojąca i pomysłowa teoria tej pary, by tak tłumaczyć fakt, że nie przeklinała i nie była nieprzyzwoita.

Gdy noc znów wkradła się przez wąwozy, trzcinowe dźwięki akordeonu wznosiły się i opadały w spazmatycznych zrywach i przeciągłych westchnieniach przy migoczącym ognisku. Ale muzyka nie zdołała całkowicie wypełnić bolesnej pustki pozostawionej przez niedostateczne jedzenie, i nową rozrywkę zaproponowała Piney—opowiadanie historii. Ani pan Oakhurst, ani jego żeńskie towarzyszki nie mieli ochoty opowiadać swoich osobistych doświadczeń, ten plan zawiódłby również, gdyby nie Niewinny. Kilka miesięcy wcześniej natrafił na przypadkowy egzemplarz pomysłowego przekładu Iliady pana Pope’a. Teraz zaproponował, że opowie główne wydarzenia tego poematu—dogłębnie opanowawszy argument i całkiem zapomniawszy słowa—w ówczesnym dialekcie Sandy Bar. I tak przez resztę tej nocy homeryccy półbogowie znów chodzili po ziemi. Trojański osiłek i przebiegły Grek zmagali się w wichrach, a wielkie sosny w kanionie zdawały się kłaniać gniewowi syna Peleusa.

Pan Oakhurst słuchał z cichym zadowoleniem. Najbardziej interesował go los „Popiołkowego Obcasa”, jak Niewinny uparcie nazywał „szybkonogiego Achillesa”.

BokRobot · Page 11 / 13

Tak więc z niewielkim jedzeniem i dużą ilością Homera i akordeonu tydzień minął nad głowami wyrzutków. Słońce znów ich opuściło, i znów z ołowianych niebios płatki śniegu przesiewały się nad ziemią. Dzień po dniu bliżej wokół nich zaciskało się śnieżne koło, aż w końcu z ich więzienia spojrzeli ponad zaspami olśniewającej bieli, które wznosiły się dwadzieścia stóp nad ich głowami. Coraz trudniej było podsycać ogień, nawet z powalonych drzew obok nich, teraz na wpół ukrytych w zaspach. A jednak nikt nie narzekał. Kochankowie odwrócili się od ponurego widoku i spojrzeli sobie w oczy, i byli szczęśliwi. Pan Oakhurst spokojnie usadowił się do przegranej gry przed sobą. Księżna, weselsza niż była, przejęła opiekę nad Piney. Tylko Matka Shipton—niegdyś najsilniejsza z grupy—zdawała się chorować i gasnąć. O północy dziesiątego dnia przywołała Oakhursta do siebie. „Odchodzę”, powiedziała słabym, żałosnym głosem, „ale nie mów o tym nic.

Nie budź dzieci. Weź zawiniątko spod mojej głowy i otwórz je”. Pan Oakhurst tak uczynił. Zawierało racje Matki Shipton z ostatniego tygodnia, nietknięte. „Daj je dziecku”, powiedziała, wskazując na śpiącą Piney. „Głodziłaś się”, powiedział hazardzista. „Tak to nazywają”, powiedziała kobieta żałośnie, kładąc się z powrotem i odwracając twarz do ściany, odeszła cicho.

Akordeon i kości zostały tego dnia odłożone, a Homer zapomniany. Gdy ciało Matki Shipton zostało powierzone śniegowi, pan Oakhurst wziął Niewinnego na bok i pokazał mu parę rakiet śnieżnych, które wykonał ze starego siodła jucznego. „Jest jedna szansa na sto, by ją jeszcze uratować”, powiedział, wskazując na Piney; „ale jest tam”, dodał, wskazując w kierunku Poker Flat. „Jeśli zdołasz tam dotrzeć w dwa dni, będzie bezpieczna”. „A ty?” zapytał Tom Simson. „Zostanę tutaj”, brzmiała krótka odpowiedź.

Kochankowie rozstali się długim uściskiem. „Ty też nie idziesz?” powiedziała Księżna, widząc, że pan Oakhurst najwyraźniej czeka, by mu towarzyszyć. „Do kanionu”, odparł. Odwrócił się nagle i pocałował Księżną, pozostawiając jej bladą twarz w płomieniach, a drżące kończyny sztywne ze zdumienia.

BokRobot · Page 12 / 13

Noc nadeszła, ale nie pan Oakhurst. Przyniosła znów burzę i wirujący śnieg. Wtedy Księżna, podsyłając ogień, odkryła, że ktoś cicho ułożył obok chaty dość paliwa, by starczyło na kilka dni dłużej. Łzy napłynęły jej do oczu, ale ukryła je przed Piney.

Kobiety spały niewiele. Rano, patrząc sobie w twarze, odczytały swój los. Żadna nie mówiła; ale Piney, przyjmując pozycję silniejszej, zbliżyła się i objęła ramieniem talię Księżnej. Zachowały tę postawę przez resztę dnia. Tej nocy burza osiągnęła największą furię i rozdzierając ochronne sosny, wtargnęła do samej chaty.

Nad ranem stwierdziły, że nie mogą podsycać ognia, który stopniowo gasł. Gdy żar powoli czerniał, Księżna podpełzła bliżej Piney i przerwała milczenie wielu godzin: „Piney, umiesz się modlić?” „Nie, droga”, powiedziała Piney prosto. Księżna, nie wiedząc dokładnie dlaczego, poczuła ulgę i kładąc głowę na ramieniu Piney, nie odezwała się więcej. I tak leżąc, młodsza i czystsza podkładając głowę swojej skalanej siostry na swoją dziewiczą pierś, zasnęły.

Wiatr ucichł, jakby bał się je obudzić. Pierzaste zaspy śniegu, strząśnięte z długich sosnowych gałęzi, leciały jak białoskrzydłe ptaki i osiadały wokół nich, gdy spały. Księżyc przez rozstąpione chmury spoglądał na to, co było obozem. Ale wszelka ludzka skaza, wszelki ślad ziemskiego trudu, został ukryty pod nieskazitelnym płaszczem miłosiernie rzuconym z góry.

Spały cały ten dzień i następny, ani nie obudziły się, gdy głosy i kroki przerwały ciszę obozu. A gdy litościwe palce strzepnęły śnieg z ich bladych twarzy, trudno byłoby odróżnić z równego spokoju, który na nich spoczywał, która była tą, która zgrzeszyła. Nawet Prawo Poker Flat to rozpoznało i odwróciło się, pozostawiając je wciąż splecione w swoich ramionach.

Ale na czele wąwozu, na jednej z największych sosen, znaleźli dwójkę trefl przypiętą do kory nożem bowie. Niosła następujące słowa, napisane ołówkiem, pewną ręką:

† POD TYM DRZEWEM LEŻY CIAŁO & JOHNA OAKHURSTA, KTÓRY MIAŁ PASSĘ PECHA DNIA 23 LISTOPADA 1850 ROKU, I ZŁOŻYŁ SWOJE KARTY DNIA 7 GRUDNIA 1850 ROKU. †

BokRobot · Page 13 / 13

I bez tętna, zimny, z derringerem u boku i kulą w sercu, choć wciąż spokojny jak za życia, pod śniegiem leżał ten, który był zarazem najsilniejszym, a jednak najsłabszym z wyrzutków Poker Flat.

BokRobot

BokRobot

BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.