Książki
Historien om en mor
The Story of a Mother
Hans Christian Andersen
Strona 1

Matka siedziała ze swoim małym dzieckiem. Była bardzo smutna, bardzo bała się, że ono umrze! Było takie blade, jego małe oczka były zamknięte, oddychało bardzo słabo, od czasu do czasu biorąc głęboki oddech, jakby wzdychało; a matka patrzyła na nie jeszcze bardziej żałośnie.
Wtedy rozległo się pukanie do drzwi i wszedł biedny starzec, owinięty w wielki koc, bo było zimno, a on go potrzebował, gdyż była to mroźna zima! Na zewnątrz wszystko pokryte było lodem i śniegiem, a wiatr wiał tak ostro, że szczypał w twarz.
Strona 2
Gdy stary trząsł się z zimna, a małe dziecko na chwilę zasnęło, matka podeszła i wlała trochę piwa do garnka, postawiła go na piecu, żeby się rozgrzało dla niego; stary siedział i kołysał kołyskę, a matka usiadła na krześle obok niego i patrzyła na swoje małe, chore dziecko, które oddychało tak głęboko i unosiło swoją małą rączkę.
„Czy myślisz, że go nie uratuję?” – powiedziała. „Nasz Pan nie zabierze mi go!”
I starzec – to był sam Śmierć – skinął głową tak dziwnie, że równie dobrze mogło to znaczyć tak, jak i nie. A matka spojrzała w dół na swoje kolana, a łzy spływały po policzkach; głowa jej stała się bardzo ciężka – nie zmrużyła oka od trzech dni; i wtedy zasnęła, ale tylko na minutę, gdy zerwała się, drżąc z zimna.
„Co to było?” – powiedziała, rozglądając się; ale starca już nie było, a jej małe dziecko zniknęło – zabrał je ze sobą; a stary zegar w kącie bzyczał i bzyczał, wielki ołowiany ciężarek spadł na podłogę, bęc! i zegar stanął.
Ale biedna matka wybiegła z domu i głośno wołała swoje dziecko.
Na zewnątrz, w śniegu, siedziała kobieta w długiej, czarnej szacie; i powiedziała: „Śmierć była w twojej komnacie, widziałam, jak pędził z twoim małym dzieckiem; biegnie szybciej niż wiatr i nigdy nie oddaje tego, co zabierze!”
„O, powiedz mi tylko, którą drogą poszedł!” – zawołała matka. „Wskaż mi drogę, a znajdę go!”
„Wiem!” – rzekła kobieta w czarnej szacie. „Ale zanim ci powiem, musisz najpierw zaśpiewać mi wszystkie pieśni, które śpiewałaś swojemu dziecku! Kocham je. Słyszałam je wcześniej; jestem Nocą; widziałam twoje łzy, gdy je śpiewałaś!”
Strona 5

„Zaśpiewam je wszystkie, wszystkie!” – powiedziała matka. „Ale nie zatrzymuj mnie teraz – mogę go dogonić – mogę znaleźć moje dziecko!”
Ale Noc stała nieruchomo i milcząco. Wtedy matka załamała ręce, śpiewała i płakała, a było wiele piosenek, ale jeszcze więcej łez; i wtedy Noc powiedziała: „Idź w prawo, do ciemnego lasu sosnowego; tam widziałam, jak Śmierć poszła z twoim małym dzieckiem!”
Drogi krzyżowały się w głębi lasu, a ona nie wiedziała już, którędy iść! Wtedy stał tam krzak ciernisty; nie miał ani liści, ani kwiatów, było to też w czasie mroźnej zimy, a na gałęziach wisiały sople lodu.
Strona 6
„Czy nie widziałeś Śmierci przechodzącej z moim małym dzieckiem?” – powiedziała matka.
„Owszem,” – odparł krzew cierniowy – „ale nie powiem ci, w którą stronę poszedł, dopóki nie ogrzejesz mnie swoim sercem. Marznę na śmierć; zamieniam się w sopel lodu!”
I przycisnęła krzew cierniowy do piersi tak mocno, że stał się całkiem ciepły, a ciernie wbiły się głęboko w jej ciało, a krew kapała wielkimi kroplami, ale krzew wypuścił świeże zielone liście i zakwitł w zimną noc grudniową – serce zrozpaczonej matki było tak gorące; i krzew cierniowy wskazał jej drogę, którą miała iść.
Strona 7
Potem dotarła do wielkiego jeziora, na którym nie było ani statku, ani łodzi. Jezioro nie było wystarczająco zamarznięte, by ją utrzymać; nie było też otwarte ani wystarczająco płytkie, by mogła przejść w bród; a musiała przez nie przejść, jeśli chciała znaleźć swoje dziecko! Położyła się więc, by wypić jezioro, co było niemożliwe dla człowieka, ale zrozpaczona matka myślała, że cud jednak może się zdarzyć.
„O, czegóż bym nie zrobiła, aby dostać się do mojego dziecka!” – powiedziała płacząca matka; i płakała jeszcze bardziej, a jej oczy zapadły się w głąb wody i stały się dwiema cennymi perłami; ale woda uniosła ją, jakby siedziała na huśtawce, i pomknęła na falach do brzegu po drugiej stronie, gdzie stał dziwny, rozległy na mile dom – nie wiadomo było, czy to góra z lasem i jaskiniami, czy też budowla; ale biedna matka nie mogła go zobaczyć; wypłakała sobie oczy.
Strona 8

„Gdzie znajdę Śmierć, która zabrała moje małe dziecko?” – powiedziała.
«Jeszcze tu nie przyszedł!» powiedziała stara grabarzyna, która była wyznaczona do pilnowania wielkiej szklarni Śmierci! «Jak znalazłaś drogę tutaj? I kto ci pomógł?»
«Pan Bóg mi pomógł» – powiedziała. «On jest miłosierny i ty też będziesz! Gdzie znajdę moje małe dziecko?»
„Nie, nie wiem” – powiedziała kobieta – „a ty nie możesz zobaczyć! Wiele kwiatów i drzew uschło tej nocy; Śmierć wkrótce przyjdzie i przesadzi je! Na pewno wiesz, że każdy człowiek ma swoje drzewo lub kwiat życia, zależnie od tego, jaki jest; wyglądają jak inne rośliny, ale mają bicie serca. Serca dzieci też mogą bić; idź za swoim, może rozpoznasz swoje dziecko; ale co mi dasz, jeśli powiem ci, co masz robić dalej?”
Strona 9
„Nie mam nic do oddania” – powiedziała zrozpaczona matka – „ale pójdę na koniec świata dla ciebie!”
„Nie, nie mam tam nic do roboty!” – powiedziała kobieta. „Ale możesz mi dać swoje długie, czarne włosy; sama wiesz, że są piękne, a ja je lubię! W zamian dostaniesz moje siwe włosy, a to zawsze coś!”
„Czy nie żądasz niczego więcej?” – zapytała. „Chętnie to daję!” I oddała swoje piękne, czarne włosy, a w zamian otrzymała śnieżnobiałe włosy starej kobiety.
Strona 10

Potem weszły do wielkiej cieplarni Śmierci, gdzie kwiaty i drzewa rosły dziwnie splecione ze sobą. Stały tam piękne hiacynty pod szklanymi kloszami, a obok silnie łodyżyste piwonie; rosły też rośliny wodne, niektóre świeże, inne na wpół chore, wodne węże leżały na nich, a czarne szczypce ściskały ich łodygi.
Stały tam piękne palmy, dęby i platany; stała pietruszka i kwitnący tymianek; każde drzewo i każdy kwiat miały swoją nazwę; każdy z nich był jednym ludzkim życiem, ludzkie ciało wciąż żyło – jedno w Chinach, drugie na Grenlandii – na całym świecie.
Strona 11
Były tam wielkie drzewa w małych doniczkach, więc stały tak skarłowaciałe i gotowe rozsadzić doniczki; w innych miejscach był mały, skromny kwiatek w żyznej ziemi, z mchem wokół, i był tak pielęgnowany i doglądany.
Ale zbolała matka pochyliła się nad wszystkimi najmniejszymi roślinkami i słyszała w nich bicie ludzkiego serca; i wśród milionów poznała serce swojego dziecka.
—Tam jest! — zawołała i wyciągnęła ręce nad małym niebieskim krokusem, który wisiał dość chory na bok.
Strona 12
—Nie dotykaj kwiatu! — powiedziała stara kobieta. — Ale stań tutaj, a kiedy nadejdzie Śmierć — czekam go w każdej chwili — nie pozwól mu wyrwać kwiatu, ale zagroź mu, że zrobisz to samo z innymi. Wtedy się przestraszy! Jest odpowiedzialny za nie przed NASZYM PANEM i nikt nie odważy się ich wyrwać, dopóki ON nie pozwoli.
Nagle przez wielką halę przepłynął lodowaty chłód i ślepa matka poczuła, że to Śmierć nadchodzi.
„Jak udało ci się znaleźć drogę tutaj?” zapytał. „Jak mogłaś przybyć szybciej niż ja?”
„Jestem matką” – powiedziała.
Strona 13

I Śmierć wyciągnęła swoją długą rękę w stronę delikatnego małego kwiatka, ale ona mocno trzymała jej dłoń, tak mocno, a jednak bała się, że dotknie któregoś z płatków. Wtedy Śmierć dmuchnęła na jej ręce, a ona poczuła, że jest zimniej niż od zimnego wiatru, i jej ręce opadły bezsilnie.
„Nic mi nie możesz zrobić!” – powiedziała Śmierć.
„Ale NASZ PAN może!” – powiedziała.
„Spełniam tylko wolę Boga!” powiedziała Śmierć. „Jestem Jego ogrodnikiem, zabieram wszystkie Jego kwiaty i drzewa i sadzę je w wielkim ogrodzie Raju, w nieznanym kraju; ale jak tam rosną i jak tam jest, nie śmiem ci powiedzieć.”
Strona 14
„Oddaj mi moje dziecko!” powiedziała matka, płacząc i błagając. Nagle chwyciła dwa piękne kwiaty stojące blisko, po jednym w każdej ręce, i krzyknęła do Śmierci: „Wyrwę wszystkie twoje kwiaty, bo jestem zrozpaczona.”
„Nie dotykaj ich!” powiedziała Śmierć. „Mówisz, że jesteś taka nieszczęśliwa, a teraz chcesz uczynić inną matkę równie nieszczęśliwą.”
«Inna matka!» powiedziała biedna kobieta i natychmiast puściła oba kwiaty.
«Masz swoje oczy — powiedziała Śmierć — wyłowiłem je z jeziora, świeciły tak jasno; nie wiedziałem, że są twoje. Weź je z powrotem, są teraz czystsze niż przedtem; spójrz teraz w dół do głębokiej studni obok; powiem ci imiona dwóch kwiatów, które chciałaś wyrwać, i zobaczysz całe ich przyszłe życie – całe ich ludzkie istnienie: i zobaczysz, co miałaś zakłócić i zniszczyć.»
Strona 15

I spojrzała w głąb studni; i było błogosławieństwem widzieć, jak jedno z nich stawało się błogosławieństwem dla świata, jak wiele szczęścia i radości było wszędzie. I ujrzała życie drugiego, a było to smutek i niedola, groza i nędza.
«Oba są wolą Boga» – rzekła Śmierć.
«Który z nich jest kwiatem nieszczęścia, a który szczęścia?» – zapytała.
«Nie powiem ci tego – rzekła Śmierć – ale dowiesz się ode mnie, że jeden z tych kwiatów był twoim własnym dzieckiem! To był los twojego dziecka, który ujrzałaś – przyszłe życie twojego własnego dziecka!»
Strona 16
Wtedy matka krzyknęła z przerażenia: „Które z nich było moim dzieckiem? Powiedz mi! Oszczędź niewinne! Uratuj moje dziecko od całej tej nędzy! Zabierz je raczej! Zabierz je do królestwa Bożego! Zapomnij o moich łzach, zapomnij o moich modlitwach i o wszystkim, co zrobiłam!”
„Nie rozumiem cię!” – powiedziała Śmierć. „Czy chcesz odzyskać swoje dziecko, czy mam je zabrać tam, dokąd nie znasz?”
Wtedy matka załamała ręce, padła na kolana i modliła się do Pana Boga: „O, nie słuchaj mnie, gdy proszę wbrew Twojej woli, która jest najlepsza! Nie słuchaj mnie! Nie słuchaj mnie!”
I pochyliła głowę na swoje kolana, a Śmierć wzięła jej dziecko i poszła z nim do nieznanego kraju.