Książki
Jorinda i Joringel
Jorinda and Joringel
Jacob Grimm and Wilhelm Grimm
Strona 1
Dawno, dawno temu, w samym środku wielkiego, gęstego lasu stał stary zamek. Mieszkała w nim sama stara kobieta, która była czarownicą. Za dnia zamieniała się w kota lub sowę, ale wieczorami znów przybierała swoją zwykłą postać.
Mogła wabić do siebie dzikie zwierzęta i ptaki, a potem je zabijać, gotować i smażyć.
Jeśli ktoś znalazł się w odległości stu kroków od zamku, musiał stać nieruchomo i nie mógł się ruszyć, dopóki mu nie powiedziała, że jest wolny.
Strona 2
Lecz jeśli niewinna dziewica weszła w krąg, zamieniała ją w ptaka i zamykała w klatce z wikliny, a klatkę wnosiła do jednej z komnat zamku. Miała w zamku około siedmiu tysięcy klatek z rzadkimi ptakami.
Dawno, dawno temu żyła sobie dziewica imieniem Jorinda, która była piękniejsza od wszystkich innych dziewcząt. Ona i przystojny młodzieniec imieniem Joringel przyrzekli sobie, że się pobiorą. Byli jeszcze w okresie narzeczeństwa, a ich największym szczęściem było być razem. Pewnego dnia, aby móc spokojnie porozmawiać, poszli na spacer do lasu. „Uważaj”, powiedział Joringel, „żebyś nie podeszła zbyt blisko zamku.”
Strona 3

Był piękny wieczór; słońce świeciło jasno między pniami drzew w mroczną zieleń lasu, a synogarlice śpiewały smutno na młodych gałęziach brzóz.
Jorinda płakała od czasu do czasu; usiadła w słońcu i była smutna. Joringel również był smutny; byli tak smutni, jakby mieli umrzeć. Rozejrzeli się i byli całkiem bezradni, bo nie wiedzieli, którą drogą wrócić do domu. Słońce wciąż było wpół za górą, a wpół nad nią.
Joringel spojrzał przez krzaki i zobaczył w pobliżu stare mury zamku. Ogarnął go strach i śmiertelna trwoga. Jorinda zaśpiewała:
Strona 4

„Mój mały ptaszku z czerwoną wstążką, śpiewasz żal, żal, żal, Śpiewa, że gołąb wkrótce umrze, śpiewa żal, ża—ćwir, ćwir, ćwir.”
Joringel szukał Jorindy. Została zamieniona w słowika i śpiewała „tiu, tiu, tiu”. Sowa o lśniących oczach okrążyła ją trzy razy i trzy razy zawołała: „hu-hu-hu!”
Joringel nie mógł się poruszyć; stał jak kamień i nie mógł ani płakać, ani mówić, ani ruszyć ręką ani nogą.
Słońce już zaszło. Sowa wleciała w krzaki, a zaraz potem wyszła z nich stara, zgarbiona kobieta, żółta i chuda, z dużymi czerwonymi oczami i zakrzywionym nosem sięgającym aż do brody. Mamrotała coś do siebie, złapała słowika i poniosła go w dłoni.
Strona 5
Joringel nie mógł ani mówić, ani ruszyć się z miejsca; słowik zniknął. W końcu kobieta wróciła i powiedziała ochrypłym głosem: „Witaj, Zachielu. Gdy księżyc zaświeci na klatkę, Zachielu, natychmiast go wypuść.” Wtedy Joringel został uwolniony. Padł na kolana przed kobietą i błagał ją, aby oddała mu Jorindę, ale ona powiedziała, że nigdy jej nie odzyska, i odeszła. Krzyczał, płakał, lamentował, ale wszystko na próżno. „Ach, co się ze mną stanie?”
Joringel poszedł dalej i w końcu dotarł do obcej wioski; tam przez długi czas pasł owce. Często chodził wokół zamku, ale nie za blisko. W końcu pewnej nocy śniło mu się, że znalazł krwistoczerwony kwiat, a pośrodku niego piękną, dużą perłę; że zerwał kwiat i poszedł z nim do zamku, a wszystko, czego dotknął kwiatem, zostało uwolnione od czaru; śniło mu się również, że odzyskał Jorindę za pomocą tego kwiatu.
Strona 6

Gdy obudził się rano, zaczął szukać wszędzie, po wzgórzach i dolinach, czy znajdzie taki kwiat. Szukał aż do dziewiątego dnia, a wtedy, wczesnym rankiem, znalazł krwistoczerwony kwiat. W jego środku znajdowała się wielka kropla rosy, tak wielka jak najpiękniejsza perła.
Dzień i noc podróżował z tym kwiatem do zamku. Gdy był w odległości stu kroków, nie został schwytany, ale doszedł aż do drzwi. Joringel był pełen radości; dotknął kwiatem drzwi i otworzyły się. Wszedł przez dziedziniec zamkowy i nasłuchiwał śpiewu ptaków. W końcu go usłyszał. Poszedł dalej i znalazł pokój, z którego dochodził, a tam była wiedźma i karmiła ptaki w siedmiu tysiącach klatek.
Strona 7
Kiedy zobaczyła Joringela, rozgniewała się, bardzo rozgniewała, i krzyczała, plując jadem i żółcią na niego, ale nie mogła zbliżyć się do niego na odległość mniejszą niż dwa kroki. Nie zwracał na nią uwagi, tylko chodził i oglądał klatki z ptakami; ale było tam wiele setek słowików, jak miał znaleźć Jorindę?
Właśnie wtedy zobaczył, jak stara kobieta cicho bierze klatkę z ptakiem i idzie w stronę drzwi.
Szybko podbiegł do niej, dotknął klatki kwiatem, a także starej kobiety. Teraz nie mogła już nikogo zaczarować; a Jorinda stała tam, obejmując go ramionami za szyję, i była piękna jak zawsze!