Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoPas ratunkowy
Dostosuj
Na zewnątrz ciemność i deszcz ze śniegiem; wewnątrz wiejskiej bawialni wielki ogień i dobra kolacja, choć ta ostatnia nie była już widoczna. Cztery osoby siedziały przy kominku: kobieta niezbyt stara latami, ale postarzała na twarzy przez to, co wojna jej zrobiła; krępy, brodaty, w średnim wieku mężczyzna, jej brat; młody, dość surowy na twarzy chłopak, ostatni z jej synów; i dziewczyna około dwudziestki, o spokojnych ustach i bystrych oczach, jego przyszła żona. Obaj mężczyźni byli wyraźnie ludźmi morza. W istocie, wuj był kapitanem starego trampa, który jakoś przetrwał trzy lata niebezpiecznych rejsów; bratanek, rybak przed wojną, a później w służbie patrolowej do niedawna, był teraz pierwszym oficerem na tym samym starym statku, choć nie odbył jeszcze swojej pierwszej podróży na nim.
Pani Cathles przerwała ciszę, zwracając się do brata: "Czy widziałeś jakieś U-boty w drodze do domu, Alicku?" Może mówiła tylko, by przerwać własne myśli, bo nie było w jej zwyczaju poruszać taki temat.

Kapitan był zajęty nabijaniem fajki. "O U-boty pytasz, Maggie?" powiedział powoli, donośnym głosem.
"Powiadam ci, podczas ostatniego rejsu do domu, peryskopy były jak las!"
David mrugnął do swojej ukochanej; potem, widząc, że odpowiedź przestraszyła jego matkę, powiedział: "No, no, wuju! Na pewno nie było aż tak źle. 'Las' to trochę przesada, prawda?"
"Cóż, było miejsce, żeby Hesperus się przedostał, przyznaję," powiedział kapitan, zapalając zapałkę z kamizelki, "inaczej nie siedziałbym tu, opowiadając błogosławioną prawdę za każdym razem." Oparł się i zaciągnął z zadowoleniem, wpatrując się w ogień.
"Nie przejmuj się nim, Mamo," powiedział młody człowiek. "To mnie chce nastraszyć: wolałby, żebym z nim nie pływał, mimo wszystko; boi się, że się nauczę, jakim jest marnym kapitanem!"
Teraz David powinien był wiedzieć lepiej. Ludzie, którzy są dobrzy w dokuczaniu, rzadko dobrze to znoszą. Jednak dziewczyna szybko zauważyła sztywnienie krępej postaci.
"Kapitanie Whinn," zauważyła natychmiast, ale bez pośpiechu, "musi pan być strasznie odważnym człowiekiem, skoro przeszedł pan przez to wszystko, przez co przeszedł od początku wojny."
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 1 / 8
# chapter_page: 1
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Na zewnątrz ciemność i deszcz ze śniegiem; wewnątrz wiejskiej bawialni wielki ogień i dobra kolacja, choć ta ostatnia nie była już widoczna. Cztery osoby siedziały przy kominku: kobieta niezbyt stara latami, ale postarzała na twarzy przez to, co wojna jej zrobiła; krępy, brodaty, w średnim wieku mężczyzna, jej brat; młody, dość surowy na twarzy chłopak, ostatni z jej synów; i dziewczyna około dwudziestki, o spokojnych ustach i bystrych oczach, jego przyszła żona. Obaj mężczyźni byli wyraźnie ludźmi morza. W istocie, wuj był kapitanem starego trampa, który jakoś przetrwał trzy lata niebezpiecznych rejsów; bratanek, rybak przed wojną, a później w służbie patrolowej do niedawna, był teraz pierwszym oficerem na tym samym starym statku, choć nie odbył jeszcze swojej pierwszej podróży na nim.
Pani Cathles przerwała ciszę, zwracając się do brata: "Czy widziałeś jakieś U-boty w drodze do domu, Alicku?" Może mówiła tylko, by przerwać własne myśli, bo nie było w jej zwyczaju poruszać taki temat.
Kapitan był zajęty nabijaniem fajki. "O U-boty pytasz, Maggie?" powiedział powoli, donośnym głosem.
"Powiadam ci, podczas ostatniego rejsu do domu, peryskopy były jak las!"
David mrugnął do swojej ukochanej; potem, widząc, że odpowiedź przestraszyła jego matkę, powiedział: "No, no, wuju! Na pewno nie było aż tak źle. 'Las' to trochę przesada, prawda?"
"Cóż, było miejsce, żeby Hesperus się przedostał, przyznaję," powiedział kapitan, zapalając zapałkę z kamizelki, "inaczej nie siedziałbym tu, opowiadając błogosławioną prawdę za każdym razem." Oparł się i zaciągnął z zadowoleniem, wpatrując się w ogień.
"Nie przejmuj się nim, Mamo," powiedział młody człowiek. "To mnie chce nastraszyć: wolałby, żebym z nim nie pływał, mimo wszystko; boi się, że się nauczę, jakim jest marnym kapitanem!"
Teraz David powinien był wiedzieć lepiej. Ludzie, którzy są dobrzy w dokuczaniu, rzadko dobrze to znoszą. Jednak dziewczyna szybko zauważyła sztywnienie krępej postaci.
"Kapitanie Whinn," zauważyła natychmiast, ale bez pośpiechu, "musi pan być strasznie odważnym człowiekiem, skoro przeszedł pan przez to wszystko, przez co przeszedł od początku wojny.""Wcale nie, moja droga," brzmiała skromna odpowiedź. "Nie jestem odważniejszy niż kilka przypadków, o których słyszałem."
David, zdając sobie sprawę ze swojego błędu, był wdzięczny Esther za odwrócenie uwagi i próbował to pociągnąć dalej. "Cóż, wuju Whinn," powiedział z szacunkiem, "myślę, że wszyscy chcielibyśmy usłyszeć, co pan uważa za najodważniejszy czyn dokonany przez człowieka w służbie handlowej podczas—"
"Jeszcze tego nie dokonał." Z kamiennym wyrazem twarzy kapitan nadal wpatrywał się w ogień.
Pani Cathles odezwała się. "Ach, Davidu, niewiele pomoże próbować wybrać najodważniejszego, skoro wszyscy są tak odważni. Ale myślę, że nikt nie zrobi nic odważniejszego niż ten kapitan rybacki—ten, o którym słyszeliśmy wczoraj."
"A tak, to był mężczyzna!" zgodził się jej syn.
"Co to było?" zapytała dziewczyna, z ukradkowym spojrzeniem oburzenia na kapitana Whinna, który wydawał się niezainteresowany, jeśli nie znudzony.
"Opowiedz to, Davidzie," powiedziała matka. "Wielkie pomniki stawiano za mniej."
"Opowiadaj, Davidzie," szepnęła Esther.
"To było mniej więcej tak," zaczął. "Wyciągnęli sieci i płynęli do portu wczesnym rankiem, we mgle, gdy U-bot wynurzył się prawie obok. Myślę, że się przestraszyli, bo w tamtym czasie łodzie rybackie były zatapiane na prawo i lewo. Potem dowódca wychodzi na pokład i pyta, w doskonałej angielszczyźnie, który z siedmiu jest kapitanem. A kapitan podnosi rękę, jakby był małym chłopcem w szkole. 'W porządku,' mówi Niemiec, 'chyba umiesz nawigować w tych okolicach—co?' Kapitan odpowiada powoli, że nawigował tam prawie całe życie. 'Bardzo dobrze,' mówi Niemiec, 'jest sposób, abyś ocalił swoją łódź i życie tych sześciu dzielnych ludzi, oraz swoje własne. Oto on. Wejdziesz tu na pokład i poprowadzisz ten okręt przez obronę do—. To wszystko. Daję ci trzy minuty na decyzję.'
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 2 / 8
# chapter_page: 2
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
"Wcale nie, moja droga," brzmiała skromna odpowiedź. "Nie jestem odważniejszy niż kilka przypadków, o których słyszałem."
David, zdając sobie sprawę ze swojego błędu, był wdzięczny Esther za odwrócenie uwagi i próbował to pociągnąć dalej. "Cóż, wuju Whinn," powiedział z szacunkiem, "myślę, że wszyscy chcielibyśmy usłyszeć, co pan uważa za najodważniejszy czyn dokonany przez człowieka w służbie handlowej podczas—"
"Jeszcze tego nie dokonał." Z kamiennym wyrazem twarzy kapitan nadal wpatrywał się w ogień.
Pani Cathles odezwała się. "Ach, Davidu, niewiele pomoże próbować wybrać najodważniejszego, skoro wszyscy są tak odważni. Ale myślę, że nikt nie zrobi nic odważniejszego niż ten kapitan rybacki—ten, o którym słyszeliśmy wczoraj."
"A tak, to był mężczyzna!" zgodził się jej syn.
"Co to było?" zapytała dziewczyna, z ukradkowym spojrzeniem oburzenia na kapitana Whinna, który wydawał się niezainteresowany, jeśli nie znudzony.
"Opowiedz to, Davidzie," powiedziała matka. "Wielkie pomniki stawiano za mniej."
"Opowiadaj, Davidzie," szepnęła Esther.
"To było mniej więcej tak," zaczął. "Wyciągnęli sieci i płynęli do portu wczesnym rankiem, we mgle, gdy U-bot wynurzył się prawie obok. Myślę, że się przestraszyli, bo w tamtym czasie łodzie rybackie były zatapiane na prawo i lewo. Potem dowódca wychodzi na pokład i pyta, w doskonałej angielszczyźnie, który z siedmiu jest kapitanem. A kapitan podnosi rękę, jakby był małym chłopcem w szkole. 'W porządku,' mówi Niemiec, 'chyba umiesz nawigować w tych okolicach—co?' Kapitan odpowiada powoli, że nawigował tam prawie całe życie. 'Bardzo dobrze,' mówi Niemiec, 'jest sposób, abyś ocalił swoją łódź i życie tych sześciu dzielnych ludzi, oraz swoje własne. Oto on. Wejdziesz tu na pokład i poprowadzisz ten okręt przez obronę do—. To wszystko. Daję ci trzy minuty na decyzję.'"Podobno kapitan wyglądał wtedy jak umierający, a przez cały czas jedno z dział U-bota było wycelowane w łódź rybacką. 'Czas minął,' mówi Niemiec; 'na co się decydujesz?' A kapitan mówi: 'Zrobię, co chcecie.' Nigdy nie słyszałem, co powiedzieli jego towarzysze; i myślę, że ich myśli były dość mieszane. Ale wsadzili go na pokład U-bota i odpłynęli, jak im kazał; a ostatnie, co zobaczyli, to on stojący między dwoma Niemcami, każdy z rewolwerem w pogotowiu. A potem on i Niemcy schodzą pod pokład, i U-bot też."
"On na pewno był tchórzem!" wykrzyknęła dziewczyna.
"Poczekaj chwilę," powiedział David. "Czy nie widzisz, że ocalił życie swoim towarzyszom?"
"I swoje własne!" krzyknęła. "I poprowadził U-bota!"
"A tak, zrobił to—i jego dowódcę też! Och, on go poprowadził dobrze—prosto w wielką stalową sieć!... Znaleźli go tam z martwymi Niemcami, później—tylko że został zamordowany."
Esther splotła dłonie. "Nikt odważniejszy!" powiedziała szeptem.
Pani Cathles odwróciła się do brata, który nie zmienił pozy, choć pozwolił, by fajka mu zgasła. "Alicku," powiedziała, "co ty na to?"
"Nie było tak źle," powiedział cicho. "Nie było tak źle, Maggie. Masz może zapałki?"
Wkrótce potem pożegnał się, a potem David odprowadził Esther do domu.
Po drodze przerwała ciszę uwagą: "Davidzie, chciałabym, żebyś nie płynął z tym człowiekiem."
"Czemu?"
"On nie jest naturalny. Coś jest z nim nie tak."
"Och, nie powiedziałbym tego, Esther," powiedział David. "Przyznaję, że nie mogę dziś zrozumieć wuja Whinna, ale wojna wielu ludzi uczyniła dziwnymi. Mimo to, nigdy nie słyszałem go tak przechwalającego się jak dziś wieczorem—"
"'Nie było tak źle,'" zacytowała z urazą. "'Nie było tak źle!'—a to najodważniejsza rzecz, jaką człowiek mógł zrobić? Och, Davidzie, naprawdę chciałabym, żebyś z nim nie płynął, nawet jeśli to twój wuj. On jest tchórzem—to właśnie jest, jestem pewna."
"Nie powiedziałbym tego również," zaprotestował łagodnie młody człowiek. "Może się boi—z pewnością wątpię, że tak—ale to nie to samo co bycie tchórzem—nie ma porównania."
"On nie ma ani żony, ani rodziny, i jest już stary," upierała się.
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 3 / 8
# chapter_page: 3
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
"Podobno kapitan wyglądał wtedy jak umierający, a przez cały czas jedno z dział U-bota było wycelowane w łódź rybacką. 'Czas minął,' mówi Niemiec; 'na co się decydujesz?' A kapitan mówi: 'Zrobię, co chcecie.' Nigdy nie słyszałem, co powiedzieli jego towarzysze; i myślę, że ich myśli były dość mieszane. Ale wsadzili go na pokład U-bota i odpłynęli, jak im kazał; a ostatnie, co zobaczyli, to on stojący między dwoma Niemcami, każdy z rewolwerem w pogotowiu. A potem on i Niemcy schodzą pod pokład, i U-bot też."
"On na pewno był tchórzem!" wykrzyknęła dziewczyna.
"Poczekaj chwilę," powiedział David. "Czy nie widzisz, że ocalił życie swoim towarzyszom?"
"I swoje własne!" krzyknęła. "I poprowadził U-bota!"
"A tak, zrobił to—i jego dowódcę też! Och, on go poprowadził dobrze—prosto w wielką stalową sieć!... Znaleźli go tam z martwymi Niemcami, później—tylko że został zamordowany."
Esther splotła dłonie. "Nikt odważniejszy!" powiedziała szeptem.
Pani Cathles odwróciła się do brata, który nie zmienił pozy, choć pozwolił, by fajka mu zgasła. "Alicku," powiedziała, "co ty na to?"
"Nie było tak źle," powiedział cicho. "Nie było tak źle, Maggie. Masz może zapałki?"
Wkrótce potem pożegnał się, a potem David odprowadził Esther do domu.
Po drodze przerwała ciszę uwagą: "Davidzie, chciałabym, żebyś nie płynął z tym człowiekiem."
"Czemu?"
"On nie jest naturalny. Coś jest z nim nie tak."
"Och, nie powiedziałbym tego, Esther," powiedział David. "Przyznaję, że nie mogę dziś zrozumieć wuja Whinna, ale wojna wielu ludzi uczyniła dziwnymi. Mimo to, nigdy nie słyszałem go tak przechwalającego się jak dziś wieczorem—"
"'Nie było tak źle,'" zacytowała z urazą. "'Nie było tak źle!'—a to najodważniejsza rzecz, jaką człowiek mógł zrobić? Och, Davidzie, naprawdę chciałabym, żebyś z nim nie płynął, nawet jeśli to twój wuj. On jest tchórzem—to właśnie jest, jestem pewna."
"Nie powiedziałbym tego również," zaprotestował łagodnie młody człowiek. "Może się boi—z pewnością wątpię, że tak—ale to nie to samo co bycie tchórzem—nie ma porównania."
"On nie ma ani żony, ani rodziny, i jest już stary," upierała się."Ale przypuszczam, że życie jest słodkie, nawet gdy człowiek jest stary. Co do strachu—tam na patrolu, rzadko bywałem czym innym," powiedział David cicho.
"Davidzie Cathles, nie wierzę ci!"
"Boję się teraz; będę się bał przez cały ten nadchodzący rejs. Wuj Whinn ma więcej powodów do strachu niż ja."
"Nie widzę tego."
"Cóż, jeśli U-bot pokona starą Hesperus—a ona nie ma jeszcze działa—to dziesięć do jednego, że Niemcy wezmą wuja Whinna do niewoli. To nie jest przyjemne mieć to na głowie przez cały czas—prawda, Esther?"
"Przyznaję ci to, Davidzie," powiedziała z niespodziewanym wyrzutem sumienia. "Tylko że nie powinien być taki wielki o sobie, a taki mały o odwadze innych ludzi. Powiedziałabym, że boi się samego morza."
"To powszechna dolegliwość, moja droga! Ale teraz dotknęłaś rzeczy, która może jest aż nadto prawdziwa, bo prawie mógłbym przyznać, że mój wuj boi się śmierci w wodzie—nie że jego strach jest czymś, czego trzeba się wstydzić."
"Nie, jeśli człowiek jest skromny o sobie!"
"Wuj Whinn bywał kiedyś dość skromny i dość beztroski o to, co się z nim działo," powiedział David. "Ale kiedy byłem z nim na pokładzie, dziś rano, zobaczyłem rzecz tak dziwną i osobliwą, że aż mnie ciarki przechodzą."
"Davidzie, wiedziałam, że coś jest nie tak!"
"A to była tylko prosta sprawa, mimo wszystko," kontynuował. "Chodziło o pas ratunkowy wiszący nad jego koją, w kabinie nawigacyjnej, gdzie teraz sypia.
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 4 / 8
# chapter_page: 4
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
"Ale przypuszczam, że życie jest słodkie, nawet gdy człowiek jest stary. Co do strachu—tam na patrolu, rzadko bywałem czym innym," powiedział David cicho.
"Davidzie Cathles, nie wierzę ci!"
"Boję się teraz; będę się bał przez cały ten nadchodzący rejs. Wuj Whinn ma więcej powodów do strachu niż ja."
"Nie widzę tego."
"Cóż, jeśli U-bot pokona starą Hesperus—a ona nie ma jeszcze działa—to dziesięć do jednego, że Niemcy wezmą wuja Whinna do niewoli. To nie jest przyjemne mieć to na głowie przez cały czas—prawda, Esther?"
"Przyznaję ci to, Davidzie," powiedziała z niespodziewanym wyrzutem sumienia. "Tylko że nie powinien być taki wielki o sobie, a taki mały o odwadze innych ludzi. Powiedziałabym, że boi się samego morza."
"To powszechna dolegliwość, moja droga! Ale teraz dotknęłaś rzeczy, która może jest aż nadto prawdziwa, bo prawie mógłbym przyznać, że mój wuj boi się śmierci w wodzie—nie że jego strach jest czymś, czego trzeba się wstydzić."
"Nie, jeśli człowiek jest skromny o sobie!"
"Wuj Whinn bywał kiedyś dość skromny i dość beztroski o to, co się z nim działo," powiedział David. "Ale kiedy byłem z nim na pokładzie, dziś rano, zobaczyłem rzecz tak dziwną i osobliwą, że aż mnie ciarki przechodzą."
"Davidzie, wiedziałam, że coś jest nie tak!"
"A to była tylko prosta sprawa, mimo wszystko," kontynuował. "Chodziło o pas ratunkowy wiszący nad jego koją, w kabinie nawigacyjnej, gdzie teraz sypia."To był zwykły, codzienny pas ratunkowy, ale przez cały czas, gdy tam siedzieliśmy, paląc i rozmawiając, zauważyłem, że prawie nie odrywał od niego oczu. W końcu wstaję i podchodzę, żeby zobaczyć, czy było w nim coś nadzwyczajnego. Cóż, on za mną jak tygrys! 'Nie waż się tego dotykać, chłopcze!' mówi, nie tyle ze złością, co ze strachem. Potem odciąga mnie z powrotem do stołu i mówi, jakby trochę się wstydził: 'Wybacz mi, Davidzie, ale nie zniosę, żeby ten pas ratunkowy był dotykany. Kiedyś byłem bliski zabicia kucharza—biedny grzesznik powiedział, że wymaga odkurzenia. To moja głupota, bez wątpienia, ale wszyscy mamy swoje dziwactwa, i nie chcę, żeby pasa brakowało albo był niepod ręką, gdy nadejdzie czas. Więc tam wisi, i będę ci wdzięczny za słowo, tu i teraz, Davidzie, że go nigdy nie dotkniesz.' Oczywiście dałem mu słowo, ale bez wielkiego zadowolenia.... Co o tym myślisz, Esther?"
"To straszne, że taki wielki mężczyzna powinien się tak bać. Teraz trochę mi go żal. Przypuszczam, że bardzo cię potrzebuje na swoim statku, więc nie powiem już nic więcej, Davidzie."
"Zawsze widzisz rzeczy właściwie, gdy tylko pozwolisz swojemu dobremu sercu mówić," powiedział czule. "I nie mogę myśleć, że wuj Whinn okaże się tchórzem, jeśli naprawdę stanie przed tym.... A teraz, co powiesz na to, żebyśmy się pobrali podczas mojego następnego urlopu?"
*
Hesperus wypłynął kilka dni później. Podróż zewnętrzna zakończyła się bez przeszkód i przygód, a ona była w odległości jednego dnia od portu macierzystego, gdy nadszedł jej koniec.
Po krótkim, ale niszczycielskim bombardowaniu, jej bezradny kapitan wydał rozkaz opuszczenia statku i odpowiednio zasygnalizował wrogowi. Były dwie łodzie ratunkowe—trzecia została rozbita—i w naturalnym biegu rzeczy, David dowodziłby jedną. Ale kapitan Whinn zarządził inaczej.
"Chcę cię ze mną," powiedział do bratanka, gdy schodzili z chwiejącego się mostka. "Odbijajcie!" ryknął do łodzi, której załoga obejmowała drugiego oficera.
Wciągnął Davida do kabiny nawigacyjnej.

Kiedy wyszli kilka minut później, miał na sobie pas, a jego twarz była blada. Ale twarz młodego człowieka była trupio blada.
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 5 / 8
# chapter_page: 5
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
"To był zwykły, codzienny pas ratunkowy, ale przez cały czas, gdy tam siedzieliśmy, paląc i rozmawiając, zauważyłem, że prawie nie odrywał od niego oczu. W końcu wstaję i podchodzę, żeby zobaczyć, czy było w nim coś nadzwyczajnego. Cóż, on za mną jak tygrys! 'Nie waż się tego dotykać, chłopcze!' mówi, nie tyle ze złością, co ze strachem. Potem odciąga mnie z powrotem do stołu i mówi, jakby trochę się wstydził: 'Wybacz mi, Davidzie, ale nie zniosę, żeby ten pas ratunkowy był dotykany. Kiedyś byłem bliski zabicia kucharza—biedny grzesznik powiedział, że wymaga odkurzenia. To moja głupota, bez wątpienia, ale wszyscy mamy swoje dziwactwa, i nie chcę, żeby pasa brakowało albo był niepod ręką, gdy nadejdzie czas. Więc tam wisi, i będę ci wdzięczny za słowo, tu i teraz, Davidzie, że go nigdy nie dotkniesz.' Oczywiście dałem mu słowo, ale bez wielkiego zadowolenia.... Co o tym myślisz, Esther?"
"To straszne, że taki wielki mężczyzna powinien się tak bać. Teraz trochę mi go żal. Przypuszczam, że bardzo cię potrzebuje na swoim statku, więc nie powiem już nic więcej, Davidzie."
"Zawsze widzisz rzeczy właściwie, gdy tylko pozwolisz swojemu dobremu sercu mówić," powiedział czule. "I nie mogę myśleć, że wuj Whinn okaże się tchórzem, jeśli naprawdę stanie przed tym.... A teraz, co powiesz na to, żebyśmy się pobrali podczas mojego następnego urlopu?"
* * * * *
Hesperus wypłynął kilka dni później. Podróż zewnętrzna zakończyła się bez przeszkód i przygód, a ona była w odległości jednego dnia od portu macierzystego, gdy nadszedł jej koniec.
Po krótkim, ale niszczycielskim bombardowaniu, jej bezradny kapitan wydał rozkaz opuszczenia statku i odpowiednio zasygnalizował wrogowi. Były dwie łodzie ratunkowe—trzecia została rozbita—i w naturalnym biegu rzeczy, David dowodziłby jedną. Ale kapitan Whinn zarządził inaczej.
"Chcę cię ze mną," powiedział do bratanka, gdy schodzili z chwiejącego się mostka. "Odbijajcie!" ryknął do łodzi, której załoga obejmowała drugiego oficera.
Wciągnął Davida do kabiny nawigacyjnej.
Kiedy wyszli kilka minut później, miał na sobie pas, a jego twarz była blada. Ale twarz młodego człowieka była trupio blada.Teraz na horyzoncie pojawiły się smugi dymu. Kapitan Whinn wskazał je, zauważając: "Trochę za późno. Biedna stara Hesperus!"
Smugi widocznie były również widziane z U-bota, bo "Pospieszcie się!" przyszło w formie pocisku wycelowanego na tyle wysoko, by przelecieć nad pokładem.
Kapitan i pierwszy oficer zeszli po drabince, i łódź została odcumowana. W bezpiecznej odległości wioślarze, na znak kapitana, zatrzymali się przy wiosłach. Szybko U-bot wprowadził swoją ofiarę w stan tonięcia. Podczas tej operacji Whinn ani się nie poruszył, ani nie odezwał; najwyraźniej nie słyszał kilku uwag, które bratanek cicho do niego kierował. Jego twarz była nieruchoma; wszystkie plamy odznaczały się na tle wieloletniej opalenizny, teraz pokrytej szarawą bladością; na czole miał pot.
Potem przez lekko zmarszczone morze U-bot, którego strzelcy skończyli swoją pracę, ruszył w ich stronę. Rozległ się okrzyk od dowódcy, wysokiego młodego mężczyzny z niespokojnym, nerwowym spojrzeniem na szczupłej twarzy.
"Podejdźcie do burty, i to szybko. Chcę kapitana," zawołał.
Żaden z załogi łodzi się nie poruszył, ale nagle stary kucharz wybuchnął głosem bolesnego rozdrażnienia: "Na Boga, kapitanie, dlaczego ubrałeś się w swoje najlepsze ciuchy? Czemu, do diabła, nie włożyłeś jakichś starych łachów?—a wtedy mógłbym łatwo uchodzić za ciebie!"
Błysk uśmiechu pojawił się w oczach kapitana, a jego usta drgnęły żałośnie przez chwilę. Potem powiedział krótko: "Podchodźcie do burty."
"Może wezmą mnie zamiast niego," powiedział David, ale znowu jego wuj zdawał się nie słyszeć.
Whinn nie odezwał się ponownie, dopóki nie stanął na pokładzie łodzi podwodnej. Potem spokojnie zwrócił się do bratanka: "Serdeczności dla twojej matki, Davidzie; najszczersze ukłony dla twojej narzeczonej."
Do załogi: "Żegnajcie chłopcy," powiedział i machnął lekko ręką.
Potem został pośpiesznie zaprowadzony pod pokład, i prawie zanim łódź z Hesperusa oddaliła się, wielka maszyna zniszczenia zaczęła się zanurzać.
David siedział z twarzą ukrytą w dłoniach, a co jakiś czas przebiegał go dreszcz.
*
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 6 / 8
# chapter_page: 6
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Teraz na horyzoncie pojawiły się smugi dymu. Kapitan Whinn wskazał je, zauważając: "Trochę za późno. Biedna stara Hesperus!"
Smugi widocznie były również widziane z U-bota, bo "Pospieszcie się!" przyszło w formie pocisku wycelowanego na tyle wysoko, by przelecieć nad pokładem.
Kapitan i pierwszy oficer zeszli po drabince, i łódź została odcumowana. W bezpiecznej odległości wioślarze, na znak kapitana, zatrzymali się przy wiosłach. Szybko U-bot wprowadził swoją ofiarę w stan tonięcia. Podczas tej operacji Whinn ani się nie poruszył, ani nie odezwał; najwyraźniej nie słyszał kilku uwag, które bratanek cicho do niego kierował. Jego twarz była nieruchoma; wszystkie plamy odznaczały się na tle wieloletniej opalenizny, teraz pokrytej szarawą bladością; na czole miał pot.
Potem przez lekko zmarszczone morze U-bot, którego strzelcy skończyli swoją pracę, ruszył w ich stronę. Rozległ się okrzyk od dowódcy, wysokiego młodego mężczyzny z niespokojnym, nerwowym spojrzeniem na szczupłej twarzy.
"Podejdźcie do burty, i to szybko. Chcę kapitana," zawołał.
Żaden z załogi łodzi się nie poruszył, ale nagle stary kucharz wybuchnął głosem bolesnego rozdrażnienia: "Na Boga, kapitanie, dlaczego ubrałeś się w swoje najlepsze ciuchy? Czemu, do diabła, nie włożyłeś jakichś starych łachów?—a wtedy mógłbym łatwo uchodzić za ciebie!"
Błysk uśmiechu pojawił się w oczach kapitana, a jego usta drgnęły żałośnie przez chwilę. Potem powiedział krótko: "Podchodźcie do burty."
"Może wezmą mnie zamiast niego," powiedział David, ale znowu jego wuj zdawał się nie słyszeć.
Whinn nie odezwał się ponownie, dopóki nie stanął na pokładzie łodzi podwodnej. Potem spokojnie zwrócił się do bratanka: "Serdeczności dla twojej matki, Davidzie; najszczersze ukłony dla twojej narzeczonej."
Do załogi: "Żegnajcie chłopcy," powiedział i machnął lekko ręką.
Potem został pośpiesznie zaprowadzony pod pokład, i prawie zanim łódź z Hesperusa oddaliła się, wielka maszyna zniszczenia zaczęła się zanurzać.
David siedział z twarzą ukrytą w dłoniach, a co jakiś czas przebiegał go dreszcz.
* * * * *Dwie noce później był z powrotem w domu swojej matki, siedząc z Esther przy ogniu w bawialni, który płonął tak wspaniale jak tamtej nocy miesiąc temu. Pani Cathles poszła do kuchni, aby przygotować kolację.
Zapadła długa cisza. Nagle uścisk dłoni dziewczyny przez Davida zacisnął się prawie boleśnie.
"Czemu, co ci jest, chłopcze?" wykrzyknęła.
"Esther, nie wiem, co robić.... Widzisz, kiedy opowiadałem tobie i matce o wuju Whinnie, zataiłem coś—dużo. Nie mogłem wymyślić, jak opowiedzieć całą historię—przynajmniej matce."
"Czy to—straszne, Davidzie?"
"Ay, straszne—w pewnym sensie. Cóż, spróbuję opowiedzieć tobie teraz, a potem, być może—'Cś! Słyszę, że idzie! To będzie musiało poczekać."
Pani Cathles weszła, ale bez oczekiwanej tacy. Przeszła na swoje zwykłe miejsce i usiadła. Po chwili spojrzała na syna.
"Davidzie, myślałam właśnie teraz i przyszło mi do głowy, że nie powiedziałeś mi wszystkiego o swoim wuju, moim własnym bracie, Alicku. Teraz, kochanie, nie wolno ci niczego zatajać. To moje prawo wiedzieć, i mogę dziś wiele znieść." Zwilżyła usta. "Davidzie, powiedz mi prawdę, co się stało z moim bratem, kiedy zabrali go na pokład U-bota. Czy—zastrzelili go?"
"Nie, Mamo"—David odchrząknął—"to było o wiele wspanialsze!... Ach, cóż, teraz opowiem wszystko. To było tak. Ty—nigdy więcej nie zobaczymy wuja Whinna, Mamo, ale był wielkim człowiekiem. Wszedł na pokład tego U-bota odważny jak lew, a kiedy niemiecki dowódca odezwał się do niego, dość uprzejmie zresztą—spojrzał na niego, jakby był niczym. Potem przekazał mi wiadomości, które ci powiedziałem. Potem zabrali go pod pokład. A potem U-bot zaczął się zanurzać—Teraz nie denerwuj się zbytnio, Mamo."
"Opowiadaj, Davidzie."
"Cóż, więc U-bot, jak ci mówiłem, zaczął się zanurzać....

Ale nie był jeszcze do połowy pod wodą, gdy—gdy wybuchł—cały się rozpadł—eksplodował na drobne kawałki, jak się wydawało—nasza łódź o mało nie została zatopiona." David urwał nagle.
W ciszy dziewczyna wstała i podeszła do kobiety, obejmując ją ramieniem za pochylone plecy.
David odezwał się znowu, ledwie szeptem.
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 7 / 8
# chapter_page: 7
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
Dwie noce później był z powrotem w domu swojej matki, siedząc z Esther przy ogniu w bawialni, który płonął tak wspaniale jak tamtej nocy miesiąc temu. Pani Cathles poszła do kuchni, aby przygotować kolację.
Zapadła długa cisza. Nagle uścisk dłoni dziewczyny przez Davida zacisnął się prawie boleśnie.
"Czemu, co ci jest, chłopcze?" wykrzyknęła.
"Esther, nie wiem, co robić.... Widzisz, kiedy opowiadałem tobie i matce o wuju Whinnie, zataiłem coś—dużo. Nie mogłem wymyślić, jak opowiedzieć całą historię—przynajmniej matce."
"Czy to—straszne, Davidzie?"
"Ay, straszne—w pewnym sensie. Cóż, spróbuję opowiedzieć tobie teraz, a potem, być może—'Cś! Słyszę, że idzie! To będzie musiało poczekać."
Pani Cathles weszła, ale bez oczekiwanej tacy. Przeszła na swoje zwykłe miejsce i usiadła. Po chwili spojrzała na syna.
"Davidzie, myślałam właśnie teraz i przyszło mi do głowy, że nie powiedziałeś mi wszystkiego o swoim wuju, moim własnym bracie, Alicku. Teraz, kochanie, nie wolno ci niczego zatajać. To moje prawo wiedzieć, i mogę dziś wiele znieść." Zwilżyła usta. "Davidzie, powiedz mi prawdę, co się stało z moim bratem, kiedy zabrali go na pokład U-bota. Czy—zastrzelili go?"
"Nie, Mamo"—David odchrząknął—"to było o wiele wspanialsze!... Ach, cóż, teraz opowiem wszystko. To było tak. Ty—nigdy więcej nie zobaczymy wuja Whinna, Mamo, ale był wielkim człowiekiem. Wszedł na pokład tego U-bota odważny jak lew, a kiedy niemiecki dowódca odezwał się do niego, dość uprzejmie zresztą—spojrzał na niego, jakby był niczym. Potem przekazał mi wiadomości, które ci powiedziałem. Potem zabrali go pod pokład. A potem U-bot zaczął się zanurzać—Teraz nie denerwuj się zbytnio, Mamo."
"Opowiadaj, Davidzie."
"Cóż, więc U-bot, jak ci mówiłem, zaczął się zanurzać....
Ale nie był jeszcze do połowy pod wodą, gdy—gdy wybuchł—cały się rozpadł—eksplodował na drobne kawałki, jak się wydawało—nasza łódź o mało nie została zatopiona." David urwał nagle.
W ciszy dziewczyna wstała i podeszła do kobiety, obejmując ją ramieniem za pochylone plecy.
David odezwał się znowu, ledwie szeptem."To nie wszystko; teraz nadchodzi najgorsze—i najlepsze też.... Kiedy wszystko się skończyło na starej Hesperusie i przygotowywaliśmy się do jej opuszczenia, wuj Whinn wciągnął mnie do kabiny nawigacyjnej. Bez słowa zdjął swój stary płaszcz i czapkę, a włożył nowiutkie. Potem zdjął pas ratunkowy, który wisiał nad jego koją, i założył go bardzo ostrożnie. Potem, w końcu, odezwał się do mnie. 'Davidzie,' mówi, 'przybijają nas, kapitanów, w tych czasach, więc może ty i ja się już nie spotkamy.' I wyciąga rękę. Prawie nie wiedząc, co powiedzieć, mówię: 'Nawet jeśli wezmą cię do niewoli, wojna nie będzie trwać wiecznie, i może wkrótce uciekniesz.' On kręci głową, uśmiechając się lekko. 'Jeśli mnie wezmą, poniosą konsekwencje, i ja też.' I wtedy zdradza mi swój sekret—Boże! pomyśleć o odwadze tego człowieka!"
David otarł twarz.
"Mój wuj Whinn mówi do mnie: 'Mój chłopcze, myślałem, żeby nikomu nie mówić, ale byłoby zbyt samotnie iść tak. Ale nie musisz robić z tego historii.... Ten oto pas ratunkowy,' mówi, 'to mój własny pomysł. Nie jest z korka. Jest z silnego, potężnego materiału wybuchowego—wystarczającego, by zniszczyć pancernik. I wszystko, co muszę zrobić, to pociągnąć za ten mały sznurek.'..."
# book_id: global-gutenberg-translation-dfbbc7f1a38b4785837b01f1d922cb5e
# book_title: Pas ratunkowy
# chapter_id: 1-pas-ratunkowy
# chapter_title: Pas ratunkowy
# book_page: 8 / 8
# chapter_page: 8
# language: pl
# content_format: markdown
# reading_structure: unknown
# render_mode: prose
"To nie wszystko; teraz nadchodzi najgorsze—i najlepsze też.... Kiedy wszystko się skończyło na starej Hesperusie i przygotowywaliśmy się do jej opuszczenia, wuj Whinn wciągnął mnie do kabiny nawigacyjnej. Bez słowa zdjął swój stary płaszcz i czapkę, a włożył nowiutkie. Potem zdjął pas ratunkowy, który wisiał nad jego koją, i założył go bardzo ostrożnie. Potem, w końcu, odezwał się do mnie. 'Davidzie,' mówi, 'przybijają nas, kapitanów, w tych czasach, więc może ty i ja się już nie spotkamy.' I wyciąga rękę. Prawie nie wiedząc, co powiedzieć, mówię: 'Nawet jeśli wezmą cię do niewoli, wojna nie będzie trwać wiecznie, i może wkrótce uciekniesz.' On kręci głową, uśmiechając się lekko. 'Jeśli mnie wezmą, poniosą konsekwencje, i ja też.' I wtedy zdradza mi swój sekret—Boże! pomyśleć o odwadze tego człowieka!"
David otarł twarz.
"Mój wuj Whinn mówi do mnie: 'Mój chłopcze, myślałem, żeby nikomu nie mówić, ale byłoby zbyt samotnie iść tak. Ale nie musisz robić z tego historii.... Ten oto pas ratunkowy,' mówi, 'to mój własny pomysł. Nie jest z korka. Jest z silnego, potężnego materiału wybuchowego—wystarczającego, by zniszczyć pancernik. I wszystko, co muszę zrobić, to pociągnąć za ten mały sznurek.'..."
BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.