Książki
Stwór z Wyspy Lok
The Groac’h of the Isle of Lok
Andrew Lang
Strona 1
W dawnych czasach, gdy w Bretanii działy się wszelkie niesamowite rzeczy, w wiosce Lanillis mieszkał młody człowiek imieniem Houarn Pogamm oraz dziewczyna imieniem Bellah Postik. Byli kuzynostwem, a ponieważ ich matki były dobrymi przyjaciółkami i ciągle odwiedzały się nawzajem, często leżeli w tej samej kołysce, bawiąc się i kłócąc o swoje zabawki.
„Kiedy dorosną, pobiorą się” – mówiły matki. Ale gdy wszyscy zaczęli myśleć o ślubie, obie matki zmarły, a kuzyni, którzy nie mieli pieniędzy, poszli służyć w tym samym domu. Było to lepsze niż rozłąka, ale nie tak dobre jak posiadanie własnego małego domku, gdzie mogliby robić, co chcą, i wkrótce słyszano, jak skarżą się sobie nawzajem na swój ciężki los.
Strona 2
„Gdybyśmy tylko mogli kupić krowę i tuczyć świnię” – mruczał Houarn – „wynająłbym kawałek ziemi od pana, a potem moglibyśmy się pobrać.”
„Tak”, odpowiedziała Bellah z głębokim westchnieniem. „Ale żyjemy w tak trudnych czasach, a na ostatnim targu cena świń znów wzrosła.”
„Będziemy musieli długo czekać, to pewne”, odpowiedział Houarn i odwrócił się, by wrócić do pracy.
Za każdym razem, gdy się spotykali, powtarzali swoje problemy, aż w końcu cierpliwość Houarna się skończyła. Pewnego ranka przyszedł do Bellah i powiedział, że wyruszy w podróż, by szukać szczęścia.
„Będziemy musieli długo czekać, to pewne”, odpowiedział Houarn i odwrócił się, by wrócić do pracy.
Za każdym razem, gdy się spotykali, powtarzali swoje problemy, aż w końcu cierpliwość Houarna się skończyła. Pewnego ranka przyszedł do Bellah i powiedział, że wyruszy w podróż, by szukać szczęścia.
Strona 3

Dziewczyna bardzo się zmartwiła, gdy to usłyszała, i żałowała, że nie próbowała jak najlepiej wykorzystać sytuacji. Błagała Houarna, żeby jej nie opuszczał, ale on nie chciał niczego słuchać.
„Ptaki”, powiedział, „lecą dalej, aż dotrą do pola zboża, a pszczoły nie zatrzymują się, dopóki nie znajdą kwiatów dających miód. Dlaczego człowiek miałby mieć mniej rozumu niż one? Jak one, będę szukał, aż dostanę to, czego chcę – pieniędzy na kupno krowy i świni do tuczenia. A jeśli mnie kochasz, Bellah, nie próbuj przeszkadzać planowi, który przyśpieszy nasze wesele.”
Strona 4
Dziewczyna widziała, że nie ma sensu mówić więcej, więc odpowiedziała smutno:
„No to jedź, skoro musisz. Ale najpierw podzielę się z tobą wszystkim, co zostawili mi moi rodzice.” Poszła do swojego pokoju, otworzyła małą skrzynkę i wyjęła dzwonek, nóż oraz mały patyk.
„Ten dzwonek” – powiedziała – „słychać z nieskończonej odległości, ale dzwoni tylko po to, by ostrzec nas, że nasi przyjaciele są w wielkim niebezpieczeństwie. Nóż uwalnia wszystko, czego dotknie, od rzuconych na nie czarów. A patyk zaniesie cię, dokądkolwiek zechcesz. Daję ci nóż, by cię chronił przed magicznymi zaklęciami, i dzwonek, by informował mnie o twoich niebezpieczeństwach. Patyk zachowuję dla siebie, abym mogła do ciebie polecieć, jeśli kiedykolwiek mnie potrzebujesz.”
Strona 5
Więc płakali sobie na ramionach, a Houarn wyruszył w kierunku gór.
Ale w tamtych czasach, podobnie jak w dzisiejszych, nie brakowało żebraków i przez każdą wioskę, którą mijał, podążali za Houarnem stadem, biorąc go za szlachcica, ponieważ jego ubranie nie miało dziur.
„Nie ma tu szczęścia” – pomyślał. „To miejsce do wydawania pieniędzy, nie do zarabiania. Muszę iść dalej.” I poszedł do Pont-Aven, ładnego miasteczka zbudowanego nad brzegiem rzeki.
Strona 6
Siedząc na ławce przed karczmą, usłyszał dwóch mężczyzn ładujących swoje muły rozmawiających o Stworze z Wyspy Lok.
„Czym jest Stworzenie?” – zapytał. „Nigdy się z nim nie spotkałem.” A mężczyźni odpowiedzieli, że to imię wróżki, która mieszka w jeziorze, i że jest bogata – och, bogatsza niż wszyscy królowie świata razem wzięci.
Wielu udało się na wyspę, aby spróbować zdobyć jej skarby, ale nikt nigdy nie wrócił.
Gdy Houarn to usłyszał, był zdeterminowany.
Strona 7
«Pojadę i wrócę» – powiedział do poganiaczy mułów. Patrzyli na niego ze zdumieniem i prosili, żeby nie był tak szalony i nie marnował życia w tak głupi sposób. On jednak tylko się roześmiał i odpowiedział, że jeśli potrafią mu wskazać inny sposób na zdobycie krowy i świni do tuczenia, to nie będzie o tym myślał. Ale mężczyźni nie wiedzieli, jak to zrobić, pokręcili głowami nad jego uporem i zostawili go losowi.
Następnie Houarn zszedł nad morze i znalazł przewoźnika, który zabrał go na Wyspę Loka.
Strona 8
Wyspa była duża, a mniej więcej w poprzek niej leżało jezioro z wąskim ujściem do morza. Houarn zapłacił przewoźnikowi i odprawił go, a następnie zaczął chodzić wokół jeziora. Na jednym końcu zobaczył małą łódkę, pomalowaną na niebiesko i ukształtowaną jak łabędź, leżącą pod kępą żółtego janowca.
O ile mógł dostrzec, łabędź schował głowę pod skrzydło. Houarn, który nigdy nie widział takiej łodzi, podszedł szybko i wszedł na pokład, aby przyjrzeć się jej bliżej. Ale gdy tylko znalazł się na pokładzie, łabędź nagle się obudził.
Strona 9

Głowa wysunęła się spod skrzydła, nogi zaczęły poruszać się w wodzie, a w następnej chwili znaleźli się na środku jeziora.
Gdy młody człowiek ochłonął już z zaskoczenia, przygotował się do skoku do jeziora i dopłynięcia do brzegu. Ale ptak odgadł jego zamiary, zanurkował pod wodę i porwał Houarna ze sobą w dół, do pałacu Stwora.
Cóż, chyba że byłeś pod morzem i widziałeś wszystkie cuda, które się tam znajdują, nigdy nie możesz sobie wyobrazić, jak wyglądał pałac Stwora. Był zrobiony w całości z muszli: niebieskich, zielonych, różowych, fioletowych i białych, które przechodziły jedna w drugą tak, że nie można było powiedzieć, gdzie kończy się jeden kolor, a zaczyna drugi. Schody były z kryształu, a każdy pojedynczy stopień śpiewał jak leśny ptak, gdy postawiłeś na nim stopę. Wokół pałacu rozciągały się wielkie ogrody pełne wszystkich roślin rosnących w morzu, z diamentami zamiast kwiatów.
Strona 10
W wielkiej sali Stwór leżał na złotej sofie. Róż i biel jej twarzy przypominały muszle w jej pałacu, a długie czarne włosy splecione były z koralowymi sznurkami, a suknia z zielonego jedwabiu wydawała się uformowana przez morze.
Widok niej sprawił, że Houarn zatrzymał się, oślepiony jej pięknem.
„Wejdź”, powiedział Stwór, podnosząc się. „Obcy i przystojni młodzi mężczyźni są zawsze mile widziani. Nie bądź nieśmiały, opowiedz mi, jak trafiłeś i czego pragniesz.”
Strona 11
„Nazywam się Houarn”, odpowiedział. „Lanillis jest moim domem, a staram się zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by kupić małą krowę i świnię do tuczenia.”
„Możesz to łatwo dostać” – odpowiedziała. „Nie ma się czym martwić. Wejdź i rozgość się.” I skinęła na niego, żeby poszedł za nią do innej sali, gdzie podłogi i ściany były z pereł, a wzdłuż ścian stały stoły zastawione owocami i winami wszelkiego rodzaju. Gdy jadł i pił, Stwór przemawiał do niego i opowiadał, jak skarby, które miała, pochodziły z rozbitych statków i były przynoszone do jej pałacu przez magiczny prąd wody.
Strona 12
„Nic dziwnego” – wykrzyknął Houarn, który czuł się już zupełnie jak u siebie – „nic dziwnego, że ludzie na ziemi mają tyle do powiedzenia na twój temat.”
„Bogatych zawsze się zazdrości.”
„Jeśli o mnie chodzi” – dodał ze śmiechem – „proszę tylko o połowę twojego bogactwa.”
„Możesz ją dostać, jeśli chcesz, Houarn” – odpowiedziała wróżka.
„Co masz na myśli?” – krzyknął.
„Mój mąż, Korandon, nie żyje” – odpowiedziała. „A jeśli chcesz, wyjdę za ciebie.”
Strona 13
Młody mężczyzna spojrzał na nią ze zdumieniem. Czy ktoś tak bogaty i tak piękny naprawdę chciał zostać jego żoną? Spojrzał na nią ponownie, a Bellah została zapomniana, gdy odpowiedział:
„Trzeba być szalonym, aby odrzucić taką ofertę. Mogę ją tylko przyjąć z radością.”
– Im szybciej, tym lepiej – powiedziała Istota i wydała rozkazy swoim sługom. Gdy to zostało zrobione, poprosiła Houarna, aby poszedł za nią do stawu rybnego na końcu ogrodu.
Strona 14
– Chodź, prawniku, chodź, młynarzu, chodź, krawcu, chodź, śpiewaku! – zawołała, trzymając stalową siatkę. Na każde zawołanie pojawiała się ryba i wskakiwała do siatki. Gdy była pełna, weszła do wielkiej kuchni i wrzuciła je wszystkie do złotego garnka. Ale ponad bulgotem wody Houarnowi wydawało się, że słyszy szept małych głosów.
– Kto to szepcze w złotym garnku, Istoto? – zapytał w końcu.
„To tylko odgłos trzaskającego drewna” – odpowiedziała. Jednak dla Houarna wcale tak to nie brzmiało.
„Znowu to słychać” – powiedział po krótkiej przerwie.
Strona 15
„Woda robi się ciepła, a to sprawia, że ryby podskakują” – odpowiedziała. Lecz wkrótce dźwięk stał się głośniejszy i bardziej przypominał krzyki.
„Co to jest?” – zapytał Houarn i zaczął czuć się niespokojny.
„Tylko świerszcze na kominku” – powiedziała i zaczęła śpiewać piosenkę, która zagłuszyła krzyki z garnka.
Lecz choć Houarn milczał, nie był już tak szczęśliwy jak wcześniej. Coś wydawało się nie tak, i nagle przypomniał sobie Bellę.
„Czy to możliwe, że tak szybko o niej zapomniałem? Jaki ze mnie nędznik!” pomyślał. I trzymał się z dala, patrząc, jak Stwór zdejmuje rybę na talerz i prosi go, by zjadł obiad, podczas gdy ona idzie po wino do piwnicy w grocie.
Strona 16

Houarn usiadł i wyciągnął nóż, który dała mu Bellah. Lecz gdy tylko ostrze dotknęło ryby, czar prysł i czterej mężczyźni stanęli przed nim.
„Houarnie, ratuj nas, błagamy, i ratuj także siebie” – szepnęli, nie śmiejąc podnieść głosu.
„To wy wołaliście przed chwilą z kotła?” – zawołał Houarn.
„Tak, to myśmy to zrobili” – odpowiedzieli. „Tak jak ty przybyliśmy na Wyspę Loka szukać szczęścia i tak jak ty zgodziliśmy się poślubić Stworzenie. I gdy tylko ceremonia się skończyła, zamieniła nas w ryby, tak jak zrobiła to ze wszystkimi naszymi poprzednikami, którzy wciąż są w stawie rybnym, do którego wkrótce dołączysz.”
Strona 17
Gdy to usłyszał, Houarn podskoczył, jakby już czuł się smażony w złotym garnku. Popędził do drzwi, mając nadzieję uciec tą drogą. Lecz Stworzenie, które wszystko słyszało, spotkało go na progu.
Natychmiast zarzuciło mu na głowę stalową sieć, a oczy małej zielonej żaby wyglądały przez oczka.
„Idź i baw się z innymi”, powiedziała i zaniosła go do stawu z rybami.
W tej właśnie chwili Bellah, która odcedzała mleko w oborze na farmie, usłyszała gwałtowne dzwonienie dzwonka bydlęcego.
Strona 18
Na ten dźwięk zbladła, wiedziała bowiem, że oznacza to, iż Houarn jest w niebezpieczeństwie. Szybko zmieniła grubą suknię, którą nosiła do pracy, i opuściła farmę z magicznym kijem w dłoni.
Kolana się pod nią trzęsły, ale biegła tak szybko, jak tylko mogła, na rozdroże, gdzie wbiła kij w ziemię i wyszeptała wiersz, którego nauczyła ją matka:
Mały kiju z jabłoni, Nad ziemią i nad morzem, Bądź w powietrzu mym przewodnikiem, Wszędzie wędrować swobodnie.
I natychmiast patyk stał się pięknym małym koniem, z rozetką przy każdym uchu i piórkiem na czole. Stał nieruchomo, gdy Bellah wdrapywała się na niego, po czym ruszył, a jego bieg stawał się coraz szybszy, aż dziewczynka prawie nie widziała przemykających drzew i domów. Lecz jakkolwiek szybko to było, nie było dość szybko dla Bellah, która pochyliła się i powiedziała:
Strona 19
„Jaskółka jest wolniejsza od wiatru, wiatr jest wolniejszy od błyskawicy. Ale ty, mój koniu, jeśli mnie kochasz, musisz być szybszy od nich wszystkich, bo część mego serca cierpi – najlepsza część mego serca jest w niebezpieczeństwie.”
I koń ją usłyszał i pogalopował jak źdźbło niesione przez burzę, aż dotarli do podnóża klifu zwanego Jelenim Skokiem. Tam się zatrzymał, bo żaden koń ani muł, jaki kiedykolwiek się narodził, nie mógł wspiąć się na ten klif, a Bellah o tym wiedziała, więc zaczęła znów śpiewać:
Strona 20
Koni z Leonu, dany mi, Nad ziemią i nad morzem, W powietrzu bądź mym przewodnikiem, By wszędzie wędrować swobodnie.
A kiedy skończyła, przednie nogi konia skróciły się i zamieniły w skrzydła, tylne nogi stały się pazurami, pióra wyrosły na całym ciele, a ona usiadła na grzbiecie wielkiego ptaka, który zaniósł ją na szczyt klifu. Tam znalazła gniazdo z gliny wyłożone suchym mchem, a w środku malutkiego człowieczka, czarnego i pomarszczonego, który wydał okrzyk zdziwienia na widok Bellah.
„O! Jesteś tą ładną dziewczyną, która miała przyjść i mnie uratować!”
Strona 21
„Uratować cię!” powtórzyła Bellah. „Ale kim jesteś, mój mały przyjacielu?”
„Jestem mężem Stworzenia z Wyspy Łok i to przez nią tu jestem.”
„Ale co robisz w tym gnieździe?”
„Siedzę na sześciu kamiennych jajach i nie zostanę uwolniony, dopóki się nie wyklują.”
Kiedy Bellah to usłyszała, zaczęła się śmiać.
„Biedny mały koguciku!” – powiedziała. „I jak miałabym cię uwolnić?”
„Uwalniając Houarna, który jest we władzy Stwora.”
„O! Powiedz mi, jak mogę to zrobić, a jeśli będę musiała obejść całą Bretanię na kolanach, zrobię to!”
Strona 22

„Cóż, najpierw musisz ubrać się jak młody mężczyzna, a następnie udać się i odnaleźć Stwora. Gdy go znajdziesz, musisz zdobyć stalową sieć zwisającą z jego pasa i zamknąć go w niej na zawsze.”
– Ale gdzie znajdę ubrania dla młodego mężczyzny? – zapytała.
– Pokażę ci – odpowiedział i mówiąc to, wyrwał trzy ze swoich rudych włosów i zdmuchnął je, mrucząc coś. W mgnieniu oka cztery włosy zamieniły się w czterech krawców, z których pierwszy niósł główkę kapusty, drugi nożyczki, trzeci igłę, a czwarty żelazko do prasowania. Nie czekając na polecenie, usiedli w gnieździe ze skrzyżowanymi nogami i zaczęli szyć ubrania dla Bellah.
Strona 23
Z jednego liścia kapusty zrobili kurtkę, a drugi posłużył jako kamizelka. Ale do szerokich spodni, które były wówczas modne, potrzeba było dwóch. Kapelusz wycięto z głąba kapusty, a parę butów z grubej łodygi. A gdy Bellah je włożyła, wziąłbyś ją za dżentelmena ubranego w zielony aksamit podszyty białym atlasem.
Podziękowała małym ludziom, a po kilku dalszych wskazówkach wskoczyła na grzbiet wielkiego ptaka i została przeniesiona na Wyspę Łok. Tam, na miejscu, poprosiła go, by zamienił się z powrotem w patyk, i z nim w ręku wsiadła do niebieskiej łodzi, która zawiozła ją do pałacu z muszli.
Strona 24
Stworzenie wyglądało na niezwykle uradowane, widząc ją, i powiedziało jej, że nigdy wcześniej nie widziała tak przystojnego młodzieńca. Wkrótce potem zaprowadziła gościa do wielkiej sali, gdzie zawsze czekały wino i owoce, a na stole leżał magiczny nóż, pozostawiony przez Houarna. Niewidziana przez Stworzenie, Bella schowała go do kieszeni swojej zielonej kurtki, a następnie poszła za gospodynią do ogrodu i nad staw, w którym pływały ryby o bokach mieniących się tysiącem różnych kolorów.
„Och, jakie piękne, piękne stworzenia!” – powiedziała. „Nigdy nie mogłabym się nimi znudzić”. I usiadła na brzegu, z łokciami na kolanach i brodą w dłoniach, wpatrując się w przepływające ryby.
Strona 25
«Czy nie chciałabyś zostać tutaj na zawsze?» zapytał Stwór. A Bellah odpowiedziała, że nie pragnie niczego lepiej.
«W takim razie musisz tylko wyjść za mnie» - powiedział Stwór. «Och, nie mów nie, bo zakochałem się w tobie głęboko.»
«Cóż, nie mówię nie» - odparła Bellah ze śmiechem - «ale najpierw musisz obiecać, że pozwolisz mi złowić jedną z twoich pięknych ryb w twoją sieć.»
«To nie jest takie łatwe, jak się wydaje» - powiedział Stwór z uśmiechem - «ale weź ją i spróbuj szczęścia.»
Bellah wzięła sieć, którą Stwór jej podał, odwróciła się szybko i zarzuciła ją na głowę wiedźmy.
Strona 26
„Pozostań w ciele tym, czym jesteś w duszy!” – krzyknęła, i w tej samej chwili piękna morska wróżka zamieniła się w ohydną ropuchę. Walczyła zaciekle, by rozerwać sieć, ale to na nic. Bellah zacisnęła ją tylko mocniej, wrzuciła czarownicę do dołu, przytoczyła wielki kamień na otwór i zostawiła ją.
Gdy zbliżyła się do stawu, ujrzała wielką procesję ryb, które płynęły ku niej i wołały ochrypłymi głosami:
„Oto nasz pan i władca, który wybawił nas ze stalowej sieci i złotego garnka!”
Strona 27
– I który przywróci wam wasze prawdziwe kształty – powiedziała Bellah, wyciągając nóż z kieszeni. Lecz gdy miała dotknąć nim najbliższej ryby, jej oczy padły na zieloną żabę klęczącą obok, z drobnymi łapkami skrzyżowanymi na małym serduszku.
Bellah poczuła, jakby palce zaciskały się na jej szyi, ale zdołała krzyknąć:
– Czy to ty, mój Houarnie? Czy to ty?
– To ja – zakrakała mała żaba. A gdy nóż jej dotknął, stała się znów człowiekiem, podskoczyła i objęła go.
Strona 28

„Ale nie możemy zapomnieć o innych”, powiedziała w końcu i zaczęła przemieniać ryby w ich prawdziwe postaci. Było ich tak wiele, że zajęło to sporo czasu. Właśnie gdy skończyła, przybył mały karzeł z Jeleniego Skoku w wozie zaprzężonym w sześć chrabąszczy, które kiedyś były sześcioma kamiennymi jajami.
„Oto jestem!” zawołał. „Złamałaś zaklęcie, które mnie trzymało, a teraz chodź i odbierz swoją nagrodę.” I zeszedł z wozu, i zaprowadził ich do jaskiń wypełnionych złotem i klejnotami, i poprosił Bellah i Houarna, aby wzięli tyle, ile chcą.
Strona 29
Gdy kieszenie były pełne, Bellah poprosiła swoją różdżkę, by zamieniła się w skrzydlaty wóz, wystarczająco duży, aby zabrać ich i uratowanych mężczyzn z powrotem do Lanillis.
Następnego dnia wzięli ślub, ale zamiast rozpocząć gospodarstwo od małej krowy i świnki do tuczenia, o czym tak długo marzyli, mogli kupić ziemię na mile wokół dla siebie, a każdemu mężczyźnie uwolnionemu od Stwora podarowali małe gospodarstwo, gdzie żył szczęśliwie do końca swoich dni.
Z 'Le Foyer Breton', autorstwa E. Souvestre'a.